Chciała pobić nowy, żeglarski rekord świata. Postawiła przed sobą ogromne wyzwanie: opłynąć Antarktydę. To rejs po niebezpiecznych morzach i oceanach okalających najtrudniej dostępny kontynent naszej planety. Ale to nie z falami i wiatrem Hanna Leniec będzie musiała walczyć, a z nowotworem, który wykryto u niej tuż przed planowanym startem.

Pierwszy rejs odbyła na Zalewie Koronowskim - potem było już tylko dalej i bardziej ekstremalnie. Hanna Leniec żegluje od ponad 20 lat. Przepłynęła setki tysięcy mil morskich, brała udział w wielu niebezpiecznych wyprawach, szkoliła technikę. Wszystko, by stawić czoła Antarktydzie.

Ostatnie kilkanaście miesięcy bydgoszczanka wraz z 7-osobową załogą poświęciła, by przygotować się do pobicia żeglarskiego rekordu. W 100 dni chcieli opłynąć najbardziej niedostępny kontynent świata i to jak najbliżej lądu. - Przygotowywani byliśmy na przeróżne sytuacje, ale nie byłem w stanie przewidzieć jednego: że jeden z filarów naszej załogi - Hania - ciężko zachorowała - mówi Mariusz Koper, kapitan Katharsis II.

Nie dowiedziałaby się o tym, gdyby nie badania, które każdy żeglarz musi przejść przed tak niebezpieczną wyprawą. - Musiałam zrobić te badania, że był ten impuls, że płyniemy, że jest wyprawa i trzeba wszystko dopiąć do końca. Nie można było tego odkładać i mówić "Zrobię to później" - wyznaje Hanna Leniec.

Rak byłby "pasażerem na gapę", dlatego w dniu planowanego startu Hanna przeszła operacje. Wycięto jej guza z piersi. Jednak wyprawa byłaby dla niej zbyt ryzykowna. - Marzenia mogą poczekać, bo zdrowie jest bardzo ważne i w jej przypadku i przypadku wielu innych kobiet marzenia zawsze mogą poczekać, a zdrowie i profilaktyka - w tym przypadku profilaktyka raka piersi - jest bardzo ważna - uświadamia dr Krzysztof Katana z Instytutu Onkologii w Warszawie.

Marzenie, dodaje jej sił, by walczyć z chorobą. W Kapsztadzie - skąd mieli wyruszać, by zdobywać niebezpieczne wody okalające Antarktydę - Hanna stara się regenerować siły. Góry lodowe i sztormy, z którym miała się zmierzyć, są dla niej teraz małą zawieruchą w porównaniu z huraganem, który czeka na nią na lądzie. - Wracam do kraju, naładowana pozytywną energią i poddam się kolejnym etapom leczenia, ale - co jest najważniejsze - to że wcześnie zdiagnozowano u mnie ten nowotwór, bo to jest podstawa sukcesu i będę do znudzenia wszystkim dookoła powtarzać, że trzeba się badać - kończy Hanna Leniec.

Załoga nie wyobrażała sobie wyprawy bez niej, dlatego nie rezygnuje z wyzwania. Za rok żeglarze spróbują opłynąć lodowy kontynent jak najbliżej lądu, czyli na południe od 60. stopnia szerokości geograficznej. Planowany rejs załoga chcę zadedykować profilaktyce i walce z nowotworem piersi u kobiet.