Potomkowie oficerów armii Stanów Zjednoczonych, więzionych w Oflagu 64 w Szubinie, odwiedzili miejsce, gdzie byli przetrzymywani ich ojcowie. Dzisiaj to miejsce pamięci, ale w czasie II wojny światowej hitlerowcy przetransportowali tu blisko 1,5 tys. amerykańskich żołnierzy. Przedstawiciele rodzin oficerów złożyli kwiaty pod pomnikiem cywilnych więźniów oraz przed pomnikiem upamiętniającym amerykańskich, brytyjskich i francuskich jeńców. Goście zwiedzili także miejsce, w którym ma powstać Izba Pamięci Obozów w Szubinie.

Pat Watters w Szubinie jest po raz drugi. Mimo to, doskonale zna to miejsce. - Mój ojciec John K. Waters był w obozie przez dwa lata. Przyjechałem tu uczcić jego pamięć. Pierwszy raz byłem tu w 2001 roku - opowiada syn pułkownika Watersa.

Płk Waters to jeden z wielu amerykańskich więźniów, którzy trafili do obozu w Szubinie. Wśród jeńców wziętych do niewoli byli m.in. ppłk John Van Vliet i kpt. Donald Stewart. Ich nazwiska znalazły się na pomniku usytuowanym przed dawnym jenieckim obozem. Historia długo o nich nie zapomni. Obaj pod przymusem zostali zabrani do Katynia. Mieli być świadkami ekshumacji ofiar okrutnego mordu. Ale odkryli prawdę o tym, kto stoi za zbrodnią katyńską i w kodowanych wiadomościach informowali o tym amerykański wywiad. - Każdy z nich na swój sposób próbował tę prawdę przekazać swoim rządom. Ci jeńcy, którzy trafili tutaj, trafili po przeniesieniu z Rotenburga, a w lipcu 1943 roku poszły pierwsze kodowane listy - opowiada Mariusz Winiecki, pasjonat historii.

Pierwsi oficerowie armii Stanów Zjednoczonych, którzy trafili do obozu, zostali wzięci do niewoli w Tunezji, w lutym 1943 roku. W styczniu, dwa lata później, Oflag 64 liczył ponad 1600 jeńców.

Potomkowie amerykańskich więźniów przyjechali do Szubina uczcić pamięć o swoich ojcach i dziadkach. Złożyli kwiaty pod pomnikiem cywilnych więźniów oraz przed pomnikiem upamiętniającym amerykańskich, brytyjskich i francuskich jeńców. - Z tych wielu narodów, które były tutaj uwięzione z ludności, obywateli Szubina, drużyn harcerskich, tworzymy jedną wspólnotę - wyznaje jeden z nich.

Amerykańscy goście chcą wspierać budowę laboratorium językowego dla wychowanków zakładu poprawczego, w którym kiedyś mieścił się jeniecki obóz. Budowa takiego laboratorium ma być kontynuacją programu, realizowanego w Oflagu przez jeńców. Chcą też, by powstała Izba Pamięci Obozów Jenieckich. Prace mają pochłonąć milion złotych. - Jesteśmy w trakcie starań o budynek, barak, pozostałość po obozie jenieckim. W tej chwili staramy się o prawo własności do tego budynku, a później rozpoczniemy starania o środki na renowacje - wyjaśnia Artur Michalak, burmistrz Szubina.

Goście zza oceanu zwiedzili także teren po byłych obozowych barakach. - Dzisiejszej wizycie towarzyszy ogromne wzruszenie. To powrót do miejsca, w którym w czasie II wojny światowej więziono ich ojców i dziadków; do miejsca, które głęboko wryło się w te rodziny - uświadamia Kamila Czechowska, dyrektor Muzeum Ziemi Szubińskiej.

Potomkowie amerykańskiej armii przyjechali do Polski z tygodniową wizytą. W planach mają jeszcze wizytę w Częstochowie, Oświęcimiu i Krakowie.