Polska szynka na opakowaniu a w środku mięso z Holandii - nie tylko takie niemiłe niespodzianki czekają na klientów. Wiele z nich wykrywają pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Bydgoszczy. Klienci rzadko mają czas, żeby dokładnie przyjrzeć się etykietom i je zweryfikować. Kierują się głównie ceną, opakowaniem i przywiązaniem do marki - a to błąd.

Wystarczy otworzyć lodówkę i przejrzeć kilka produktów. Skład może zaskoczyć. Inspektorzy zaskoczeni nie byli, bo kontrolowanie tego, co jemy, to dla nich codzienność. Ale już u przeciętnego zjadacza chleba, pieczywa i produktów mlecznych wyniki badania bydgoskiej Inspekcji Handlowej mogą wywołać niestrawność. - Przedsiębiorca informował konsumentów, że mięso które sprzedaje, jest pochodzenia polskiego. W toku kontroli natomiast dokumenty udowodniły, że mięso pochodziło z Holandii - informuje Gabriela Kisielewska z Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Bydgoszczy.

Inspektorzy skontrolowali 21 sklepów. Sprawdzono w nich 426 partii różnych produktów, zakwestionowano 346. Najczęściej powodem było nieprawidłowe oznakowanie. Brakowało informacji o składnikach powodujących alergie. A określenia: „wiejski”, „babuni”, „z wędzarni” okazywały się chwytami marketingowymi. - Białko sojowe czy guma guar - uznajemy, że to surowce, których w warunkach domowych, wiejskich, nie jesteśmy w stanie stosować. Wtedy „wiejska szynka” czy „pasztet wiejski” wprowadza konsumenta w błąd - tłumaczy inspektor Kisielewska.

Z kontroli inspekcji handlowej wynika, że część producentów nie informuje o wszystkich użytych substancjach – np. tych oznaczonych literą „E". Choć nie wszystkie to chemia. Wiele jest naturalnego pochodzenia, co nie oznacza, że zjedlibyśmy je ze smakiem... - Chlorofile, atocjany, sok z buraka - one są bardzo często stosowane w produktach. Jest też barwnik pozyskiwany z owadów z rzędu pluskwiaków – koszenila - to też jest barwnik naturalny - wyjaśnia dr Grażyna Gozdecka z Zakładu Technologii Żywności UTP w Bydgoszczy.

Koszenila ma symbol E120, dodaje się go najczęściej do jogurtów truskawkowych, by miały różowy kolor. Wśród barwników, których lepiej unikać są też E102, E104, E110, E122, E124, E129 – m.in. karmoizyna i żółcień. Mogą powodować nadpobudliwość u dzieci. A stosowane są do barwienia smakołyków właśnie dla najmłodszych. Literą „E" oznacza się też konserwanty - ten silny to E211, czyli benzoesan sodu. A także wzmacniacze smaku, jak E621 - glutaminian sodu. Do listy substancji niepożądanych można dopisać... - Syrop glukozowo-fruktozowy, który jest uważany za jedną z przyczyn otyłości. Często producent chwali się na opakowaniu, że produkt nie zawiera cukru. A w składzie jest syrop glukozowo-fruktozowy, który jest dużo gorszy bo to jest przetworzony składnik - uświadamia Karolina Gruszecka, dietetyk.

Dlatego dietetyk paradoksalnie odradza wszystkie produkty typu „light”. Im więcej pomidorów w keczupie, truskawek w soku truskawkowym czy mięsa w mięsie, tym lepiej.

By nie dać się zaskoczyć trzeba czytać skład. „Ponad połowa konsumentów nie czyta składu kupowanych produktów” - informuje Instytut Żywności i Żywienia. Inspektorzy dbają, by wszystko co trafia do sprzedaży było bezpieczne. Nie zawsze oznacza to jednak: zdrowe i naturalne.