Za atak na tle narodowościowym, na ławę oskarżonych. W Sądzie Okręgowym w Toruniu rozpoczął się w piątek proces 21-letniego mężczyzny, który miał znieważyć studentów z Turcji. To jeden z pięciu Polaków biorących udział w incydencie w lokalu na toruńskiej starówce. Karol J. częściowo przyznaje się do winy.

Karol J., według prokuratury, to jedyny pełnoletni uczestnik zajścia z października 2016 roku. Policja zatrzymała w tej sprawie także czterech nastolatków. O ich losie zdecyduje w marcu sąd rodzinny. Karol J. odpowiada jako dorosły. Prokuratura oskarża go o znieważenie trzech studentów z Turcji. - Stosował przemoc wobec grupy osób narodowości tureckiej z powodu ich przynależności narodowej oraz wyznaniowej, polegającej na używaniu słów wulgarnych powszechnie uznawanych za obelżywe, żądaniu uklęknięcia i przepraszania i naruszeniu cielesności poprzez popychanie, uderzanie w twarz i klatkę piersiową oraz bark i rzucanie przedmiotami - relacjonuje Dorota Wysińska-Tycińska z Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód.

Do zdarzenia doszło 8 października w nocy, w lokalu przy ul. Chełmińskiej w Toruniu. 21-latek, który - jak wynika z materiału dowodowego - pił wcześniej alkohol, twierdzi, że jego zachowanie było tylko odpowiedzią na zaczepki ze strony studentów. „Coś pana sprowokowało?” – pyta sędzia. - Po prostu jego gest i tyle odpowiada oskarżony. „Jaki gest?” – docieka sędzia. - Nie wiem. Nie pamiętam, czy to był środkowy palec. Jeden mnie sprowokował i tak wyszło - mówi Karol J.

Mężczyzna przyznaje, że doszło do wymiany słownej i przepychanek. Zaprzecza, by kazał studentom klękać i przepraszać za to, jakiej są narodowości. Potwierdza za to ustalenia prokuratury, że nastolatkowie, którzy dołączyli do niego, byli przypadkowymi przechodniami. - Zaciekawiło ich, co tam się dzieje i wie pani, jak to jest: jakaś tam awantura, każdego to kusi przy piątku czy sobocie - zeznaje Karol J.

Podczas piątkowej rozprawy Karol J. nie chciał składać wyjaśnień i odpowiadać na pytania. Złożył wniosek o przyznanie mu obrońcy z urzędu. Zapowiedział, że będzie chciał dobrowolnie poddać się karze. Jeśli sąd uwzględni jego wniosek, sprawa zakończy się szybko. Mężczyźnie grozi do pięciu lat więzienia.

Zagranicznych studentów nie było na sali rozpraw. Dwóch, po zakończeniu programu Erasmus, wróciło do Turcji.

Po ataku na studentów, uczelnia razem z miastem zorganizowała „Tydzień tolerancji”. Odbyły się mecze z udziałem Polaków i obcokrajowców z Torunia oraz spotkania w szkołach. Uczelnia pracuje nad tym, by każdy zagraniczny student miał polskiego mentora, którzy pomoże mu w odnalezieniu się w nowych warunkach i chce zrezygnować z umieszczania uczestników programu Erasmus w jednym akademiku. Liczy, że wobec sprawców ataku zostaną wyciągnięte konsekwencje. - Ta kara, bez względu na to, jaki będzie jej wymiar, będzie sygnałem, że dla tego typu wybryków nie ma miejsca, nie można ich tolerować; że każdy tego typu przypadek zakończy się karą. To jest ważne dla tych studentów, którzy przeżyli ten koszmar, jak i wszystkich innych, którzy przyjeżdżają do Torunia - uważa dr Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK w Toruniu.

Uniwersytet zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa także przez ekspedientkę z lokalu, w którym doszło do incydentu. Według relacji znieważonych studentów, kobieta miała nie reagować na ich prośby o pomoc. Prokuratura ten wątek jednak umorzyła.

Do sądu wciąż nie trafiła z kolei sprawa pobicia studentów z Turcji w czerwcu 2016 roku na Bydgoskim Przedmieściu. Śledczym nie udało się przesłuchać pokrzywdzonych przed wyjazdem z Polski. Prokuratura zwróciła się do Turcji o pomoc prawną.