Wracamy do tematu, który ujawniliśmy w „Zbliżeniach” w poprzednim tygodniu. Opisaliśmy sytuację kobiety chorej na stwardnienie rozsiane. Kobieta wraz z mężem starała się o wybudowanie podjazdu z mieszkania na paterze jednego z wieżowców na Kapuściskach. Ale na inwestycję nie godziły się dwie sąsiadki. Po naszej interwencji doszło do kolejnych negocjacji. Tym razem ze szczęśliwym skutkiem.

Przedstawiciele Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Jedność" po raz kolejny podjęli się negocjacji z dwiema lokatorkami, które nie wyraziły zgody na budowę podjazdu dla - chorej na stwardnienie rozsiane - Magdaleny Stachowskiej, mimo, że zielone światło dla inwestycji wydała spółdzielnia mieszkaniowa oraz ponad 40 mieszkańców wieżowca przy ul. Baczyńskiego. Wtorkowe spotkanie „za zamkniętymi drzwiami” i bez udziału mediów trwało ponad godzinę, ale przyniosło oczekiwany efekt: kobiety, które do tej pory nie zgadzały się na budowę podjazdu, teraz zmieniają zdanie. Kobiety wcześniej nie chciały rozmawiać, tym razem było inaczej. - Jest szansa, żeby zakończyć tę sprawę pozytywnie. Panie wyraziły wolę zakończenia sprawy i ostatecznego wyrażenia zgody na przeprowadzenie tej inwestycji - zdradza Robert Małkiewicz, prezes RSM „Jedność" w Bydgoszczy.

Wspomniane dwie lokatorki wieżowca na Kapuściskach nie chcą komentować sprawy przed kamerą. Na inwestycję najprawdopodobniej wyrażą zgodę, ale pod jednym warunkiem: mąż pani Magdy ma je przeprosić i wyciągnąć do nich rękę. Zdaniem kobiet, między nimi a małżeństwem Stachowskich od dłuższego czasu trwa konflikt. Przeprosiny to pierwszy krok, by go zażegnać. - Myślę, że to jest krok do przodu, który pokazuje nam zielone światło. Myślę, że z dnia na dzień będzie już tylko coraz lepiej - komentuje Adam Stachowski.

Na to z niecierpliwością czeka pani Magdalena, która uwięziona jest we własnym mieszkaniu. Jej historią od kilku dni żyje cała Polska. Kobieta od 19 lat choruje na stwardnienie rozsiane. Nie porusza się o własnych siłach, jest uzależniona od pomocy innych. Budowa podjazdu z balkonu na chodnik ma to zmienić. - Myślę, że dojdzie jakoś do porozumienia. I będzie wszystko dobrze i w końcu się doczekam tej pochylni, bo to już wszystko trochę trwa - wyznaje Magdalena Stachowska.