Pasjonuje ich historia i terenowe eksploracje. W regionie przybywa osób, które za pomocą wykrywaczy metali poszukują zabytkowych przedmiotów. Choć w ten sposób udaje się trafić na cenne znaleziska, nawet sprzed kilkuset lat, to takie poszukiwania są często przeprowadzane niezgodnie z prawem. W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego opiniowany jest wniosek zmiany przepisów, wprowadzający kary grzywny dla poszukiwaczy. O tym, jak eksplorować odpowiedzialnie z poszanowaniem prawa, dyskutowano na konferencji w Brzoziu koło Brodnicy.

Znalezienie drogocennych skarbów sprzed wielu lat jest marzeniem wielu. Wykrywacz metalu to podstawowy sprzęt pasjonatów historii. Używanie takich wykrywaczy jest legalne, a problemy pojawiają się, gdy znajdziemy coś w ziemi. Wystarczy detektor i trochę fantazji, aby został łowcą skarbów. W ziemi wciąż można znaleźć monety bite przez Krzyżaków, XIX-wieczną amunicję i broń oraz cenną biżuterię. - To są elementy ubrania, guziki, elementy wyposażenia - części broni, które konserwujemy i będziemy przedstawiać to w muzeum, które organizujemy - opowiada Łukasz Otręba ze Stowarzyszenia Brodnicka Grupa Eksploracyjno-Poszukiwawcza.

Jednak wielu poszukiwaczy ukrywa swoje sukcesy. 38-latek spod Włocławka wpadł niedawno w ręce policji: w jego domowej kolekcji znaleziono rzymskie denary bite na początku naszej ery. Okazy mogły pochodzić z nielegalnych wykopalisk. - Nikt nie chce się tym chwalić, bo wszyscy się obawiają tego naszego prawa, które - mamy nadzieję - że się w końcu zmieni - przyznaje Łukasz Otręba ze Stowarzyszenia Brodnicka Grupa Eksploracyjno-Poszukiwawcza.

Zgodnie z przepisami, zabytki archeologiczne, bez względu na sposób odkrycia, stanowią własność Skarbu Państwa i nie można nimi handlować. By prowadzić „wykopki", trzeba uzyskać zezwolenie konserwatora zabytków i właściciela terenu. W przeciwnym razie można narazić się na surowe kary. - Jestem przekonany, że jeśli uwolnimy prawo, jeśli detektoryści poczują się pewnie i będą wiedzieli, że mogą o swoich znaleziskach mówić, to nasze muzea się zapełnią - uważa Paweł Szramka, poseł Kukiz'15.

Najcenniejsze zabytki są skrywane na strychach i w piwnicach. Posłowie Kukiz'15 walczą o zmianę rygorystycznego i przestarzałego prawa. Chcą, aby poszukiwacze, archeolodzy i władze państwowe współpracowały ze sobą. Eksplorerzy z Brodnicy, aby działać legalnie, zawiązali stowarzyszenie. - Członków nas jest 25. W terenie, gdy chodzi o poszukiwania, to mieliśmy już 11 wyjść - informuje Marcin Perliński ze Stowarzyszenie Brodnicka Grupa Eksploracyjno-Poszukiwawcza.

W rejonie Pojezierza Brodnickiego internowano polskich żołnierzy powstania listopadowego. Tu po raz ostatni starli się z Rosjanami, później dochodziło tu do walk w czasie wojny polsko-bolszewickiej. - Wspomnienia tak żyły od naszych pradziadków, dziadków, co nieco było przekazane, a teraz ziemia zaczęła odkrywać pewne ślady - przyznaje Stefan Kiczyński, regionalista.

Podczas konferencji "Odpowiedzialny detektoryzm", którą zorganizowano w Szkole Podstawowej Brzoziu, dyskutowano również o zasadach bezpieczeństwa w przypadku znalezienia amunicji i bomb. - Naprawdę są to przedmioty niebezpieczne. Pozostawiony przedmiot trafi w niepowołane ręce, to może to skutkować nawet wypadkami śmiertelnymi - uświadamia st. chor. Czesław Łasiuk, dowódca 13. Patrolu Rozminowania 3. Batalionu Drogowo-Mostowego w Chełmnie.

Dlatego saperzy apelują o ostrożność i przypominają o konieczności zawiadomienia służb o odnalezieniu niebezpiecznych przedmiotów.