Swoje dziecięce pokoje musiały zamienić na szpitalne sale. Mali podopieczni oddziałów onkologicznych to wyjątkowa grupa pacjentów. Tygodniami i miesiącami tęsknią za swoim domem, bliskimi i codziennymi przyjemnościami. Dlatego rodziny i pracownicy bydgoskiego szpitala „Jurasza” robią co mogą, by umilić dzieciom pobyt na oddziale. Mateusz Kurkowski - krewny 10-letniej Zuzi Trzpil, która leczy się w Bydgoszczy - chce zebrać pieniądze, które przeznaczy na opłacenie szpitalnej telewizji.

Cały jej świat zaczyna się dopiero za tymi drzwiami. Szpital dla 10-letniej Zuzi jest jak drugi dom. Wszystko zaczęło w 2011 roku. Czteroletnia wówczas Zuzia zachorowała na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Po wielu miesiącach walki - dzięki przeszczepowi szpiku kostnego od niespokrewnionego dawcy - udało się wygrać z chorobą. Nikt nie spodziewał się, że może wrócić. Tym razem nowotwór zaatakował oko. - Zuzia jest zmęczona szpitalem. Wiadomo, że siedzimy już trzeci tydzień, ale... właśnie była u nas pani doktor i wyniki mamy troszeczkę lepsze niż były w piątek, więc idzie ku dobremu miejmy nadzieję - wyznaje Magdalena Trzpil, mama Zuzi.

Chemioterapia i wielotygodniowy pobyt w szpitalu szczególnie dla takich maluchów jest trudny. Dlatego każdy stara się zapewnić im chociaż namiastkę domu. Jest internet, są gry planszowe - w końcu to dzieci - są więc też i bajki. Za korzystanie z telewizji w szpitalu trzeba jednak płacić: za dzień 10 zł, za trzy dni - 20 a za tydzień - 40 zł. - Wymyśliłem akcję taką, że gdy wygrałem ostatnio na licytacji bluzę, postanowiłem ją przekazać dalej na licytację charytatywną i postanowiłem za te pieniądze, które uzyskam z licytacji tej bluzy i również z innych rzeczy, które otrzymałem, opłacić abonament telewizyjny dla dzieci z 10. Piętra szpitala - tłumaczy Mateusz Kurkowski.

Pomysł wujka Zuzi - chwalą inni rodzice małych pacejntów. - Nasz pierwszy pobyt trwał 56 dni, więc przeliczać to na pieniądze, to tych złotóweczek by się uzbierało, a wiadomo, że koszta są duże innych rzeczy - przyznaje Anna Zielińska, mama Mariki.

Sprawa nabrała tempa. Lecznica prowadzi rozmowy z dostawcą usługi. Być może uda się zmienić warunki, na jakich system szpitalnej telewizji działa na tym konkretnym oddziale. - Po prostu pomaganie sprawia mi przyjemność. Niektórzy ludzie pomagają mojej siostrzenicy, a ja chcę również pomóc innym dzieciom - dodaje Mateusz Kurkowski.

Pomóc chorym na białaczkę można też rejestrując się w bazie potencjalnych dawców szpiku. W najbliższy weekend w dwóch bydgoskich galeriach handlowych Fundacja DKMS organizuje dzień dawcy szpiku.