Oflagowane budynki, dzieci w domach i nauczyciele nie prowadzący zajęć. W całej Polsce odbył się w piątek strajk szkolny. Przystąpiło do niego również ponad 200 placówek w naszym regionie. Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się przede wszystkim podwyżek i gwarancji zatrudnienia. Od strajku odcinają się Związki Zawodowe „Solidarność”, które twierdzą, że takie działania szkodzą negocjacjom prowadzonym z Ministerstwem Edukacji Narodowej.

Jonatan i Elly mają wolny piątek, w ich szkole trwa strajk. W geście poparcia dla nauczycieli, w akcję włączyła się część rodziców i nie posłała swoich pociech na lekcje. - Chodzi o dobro naszych dzieci. Ja walczę o swoje dzieci, a mam ich troje w szkole. Zrobię wszystko, żeby edukacja była jak najlepsza dla nich - mówi Ewa Kosołowska-Szymkowiak.

Na budynkach placówek oświatowych pojawiły się flagi i informacje o trwającym strajku. Szkoły, które się do niego przyłączyły, opustoszały. Dzieci nie mają zajęć, nauczyciele są w placówce, ale nie wykonują swoich obowiązków. W strajku szkolnym uczestniczą przede wszystkim członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego. Od 9 stycznia - czyli od dnia, kiedy prezydent podpisał ustawę wprowadzającą reformę edukacji - są w sporze zbiorowym z dyrektorami. - Uważamy, że źle się dzieje. Walczymy o miejsca pracy naszych koleżanek i kolegów, przy okazji także o swoje. O gwarancję zatrudnienia, o stałość pracy i też o wynagrodzenia. Nie zgadzamy się z reformą, z podstawą programową która jest przygotowywana. Wszystko to nas niepokoi - przyznaje Dorota Wojtysiak, nauczycielka w Szkole Podstawowej 37.

Pracownicy oświaty są podzieleni. W części szkół pusto... W innych lekcje przebiegają zgodnie z planem. - Dla mnie dobro dzieci jest najważniejsze i one nie powinny być wciągane w układy polityczne, czy zdanie, jakie rodzice mają - uważa Anna Landowska, nauczycielka w Gimnazjum 24 w Bydgoszczy.

Członkowie „Solidarności" przekonują, że to nie jest dobry czas na strajkowanie, bo w Ministerstwie Edukacji Narodowej toczą się rozmowy dotyczące zmiany systemu wynagradzania, warunków pracy i kwestii związanych z awansem zawodowym. - Realizowanie w tym czasie przez ZNP jednostronnej akcji, osłabia naszą pozycję negocjacyjną w rozmowie z ministerstwem; szczególnie, że już dziś widać, że ta akcja nie spotkała się z masowym odzewem - twierdzi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego "Solidarność - Oświata".

We Włocławku - zgodnie z wynikiem referendum lokalnego ZNP - strajku w szkołach nie było. W innych miejscowościach regionu zależało to od placówki. - Myślę, że jasny przekaz, że nauczyciele się nie zgadzają na takie traktowanie - jak jesteśmy traktowani przez aktualne władze i ministerstwo - jest to bardzo dobra okazja - mówi Mirosława Kaczyńska ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Zdaniem kuratora oświaty, strajk wprowadza chaos i źle wpływa na wizerunek nauczycieli. - Są postrzegani jako ci, którzy domagają się gwarancji, których nikt nie ma w Polsce; gwarancji, żeby do 2022 roku nie tylko pracować, nie tylko mieć stałą pracę, ale mieć ją na takich samych warunkach - komentuje Marek Gralik, kujawsko-pomorski kurator oświaty.

Regionalny Związek Nauczycielstwa Polskiego podaje, że strajkowało 5246 pracowników oświaty a więc nauczycieli, administracji, sprzątaczek, kucharek. A akcję przeprowadzono w 261 placówkach. Kujawsko-Pomorskie Kuratorium Oświaty ma inne dane. Wynika z nich, że do strajku przystąpiły 1034 placówki i 3315 nauczycieli.