Patryk Frankiewicz, fan żużla, w spełnianiu marzeń poszedł o krok dalej - od kilku lat sam amatorsko trenuje. Miłośnikiem czarnego sportu jest od dziecka - i nic w tym dziwnego, bo pochodzi z Grudziądza. Niektórych dziwi jednak cos innego: Patryk Frankiewicz jest księdzem, co w ogóle nie przeszkadza mu w realizacji marzeń. W tym sezonie ma za sobą pierwszy trening.

Księdzem jest od 12 lat, od dwóch służy w jednej z grudziądzkich parafii, od czterech... amatorsko jeździ na żużlu. Wszystko zaczęło się na grudziądzkim stadionie przy ul. Hallera. - Po rodzinnemu po prostu: ojciec chodził, ja chodziłem. Lubię ten sport. Grudziądz jest miastem sportowym, więc nie mogło być inaczej - przyznaje ks. Patryk Frankiewicz, wikariusz w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Grudziądzu.

Po latach miłość do „czarnego sportu” nie minęła. Na stadionie pojawiał się jako kibic, do czasu. - Po prostu przyszedł na stadion, zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że mamy zbieżne marzenia i teraz tę pasję realizujemy wspólnie - zdradza Dariusz Szawiński, amatorsko trenuje żużel.

Nie są zawodowcami, ale do sportu podchodzą profesjonalnie. Nie tylko trenują, ale z powodzeniem startują w zawodach. A zawody wykonują różne. - Każdy człowiek ma prawo realizować swoje marzenia. Myśmy mieli tu lekarza neurochirurga! Proszę spojrzeć: neurochirurgia a żużel to bardzo różne kwestie, a jednak można - opowiada Dariusz Szawiński.

Drużynę tworzą nie tylko na torze. Początki nie były łatwe, pojawienie się księdza w parku maszyn dziwiło. Jednak ksiądz Patryk Frankiewicz dał się poznać nie tylko jako dobry zawodnik, ale także jako przyjaciel. - Moja rola nie ogranicza się tylko do tego, że ja tutaj z nimi jeżdżę, ja z nimi tutaj jestem. Jest czasami taka potrzeba, że spowiadają się u mnie, rozmawiają - wyznaje wikariusz w Parafii pw. Najświętszego Serca Pana.

Trenuje kiedy tylko może. Jego pasja nie koliduje z obowiązkami w parafii, wręcz przeciwnie. - Ta forma wychodzenia z kościoła poprzez swoje hobby do takiej, czy innej grupy zawodowej, społecznej, czy też sportowej, ma swoje znaczenie i to jest dobre - uważa ks. kan. Zbigniew Gański, proboszcz parafii NSPJ.

On też może liczyć na pomoc i rady - kolegów-amatorów, ale także profesjonalistów ze strony klubu. Obie grupy sportowców w końcu łączy ta sama, profesjonalna pasja. - Myślę, że amatorzy ścigają się nie dlatego, żeby sobie coś udowodnić, ale przede wszystkim dlatego, żeby spełniać swoje marzenia. Nie robimy tego dla pieniędzy, robimy to z pasji, a przede wszystkim dla dobrej zabawy i kibiców - mówi duchowny – żużlowiec amator.

A kibiców ksiądz Patryk Frankiewicz ma bez wątpienia... wiernych.