Nabór na ratowników prowadzi m.in. pływalnia "Czwórka" przy ul. Stawowej w Bydgoszczy. Przez brak chętnych do pracy, część rekreacyjna basenu była niedawno niedostępna dla mieszkańców. Z podobnymi problemami kadrowymi zmagały się też inne kryte pływalnie.

To codzienne zajęcia na krytej pływalni przy Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Bydgoszczy: pod okiem ratowników i nauczycieli, uczniowie doskonalą swoje umiejętności. - Uczymy pływać, pierwszego oswajania z wodą, umiejętności poruszania się w wodzie, oddychania - wymienia Andrzej Stosik, nauczyciel w-f.

"Czwórka" na bydgoskim Błoniu to bez wątpienia najnowocześniejsza pływalnia w mieście. Basen posiada część pływacką, sportową i rekreacyjną. Do godz. 16.00 jest dostępny dla uczniów. Po 16.00 dla mieszkańców, ale ostatnio tylko w teorii; w praktyce bywa różnie. W niedzielę miłośnicy pływania odbili się od drzwi. Powód? Brak ratowników. - Na basenie sportowym wymóg jest taki, że potrzebujemy dwóch ratowników. Nie otworzymy basenu, jeżeli nie mamy pełnej obsady pracowników, ze względu na bezpieczeństwo klientów. My bardzo ubolewamy nad tym, że są takie sytuacje - wyjaśnia Lucyna Mendel, kierownik pływalni "Czwórka".

To ciężka i odpowiedzialna praca przy niskich zarobkach, dlatego chętnych brakuje. Kandydatów nie ma, bo nie ma ich co przyciągnąć. - To nie jest tylko złożyć cv i to już jest wszystko, są liczne uprawnienia, które jednak trzeba zrobić. To wszystko kosztuje i czasu, i pieniądze, żeby później zarabiać najniższą krajową - to jest to mało opłacalne - uważa Krystian Chudziński, ratownik.

Dlatego zapewnienie nawet minimalnej liczby ratowników to dla szkoły trudne zadanie. Placówka zapewnia umowę o pracę na pełnym lub na połowie etatu. Podania można cały czas składać. Do niedawna ratowników szukali też przedstawiciele Szkoły Podstawowej nr 65 i Zespołu Szkół nr 19.

By zdobyć uprawnienia ratownika, trzeba przepłynąć 400 metrów w czasie poniżej 8 minut, do tego posiadać minimum średnie wykształcenie i odporność na stres. Wymagań jest dużo, długa jest też lista obowiązków, która nie zawsze jest proporcjonalna do zarobków. Ratownicy wodni na krytych pływalniach zarabiają najczęściej najniższą krajową. - Jeżeli to jest 1600 zł miesięcznie „do rączki" - jak to mówi ratownik - to są beznadziejne pieniądze. Dlatego na wielu pływalniach w Bydgoszczy nie ma ratowników - przyznaje Roman Guździoł, prezes WOPR w Bydgoszczy.

Takie warunki, zdaniem WOPR-owców, sprawiają, że wykwalifikowanych ratowników może brakować nie tylko na krytych pływalniach, ale także na odkrytych akwenach.