Wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za podwójne zabójstwo usłyszał w piątek we włocławskim sądzie Łukasz P. 33-latek, jesienią 2013 r. zadźgał nożem swą ciotkę i jej ojca. Mężczyzna przyznał się do winy w trakcie śledztwa, ale w sądzie odwołał swoje zeznania. Proces miał charakter poszlakowy, przez 11 miesięcy o zbrodnię była podejrzana inna kobieta.

Łukasz P. w piątek przed wejściem na salę mówił, że jest niewinny. Sąd nie podzielił jego zdania i wydał najwyższy możliwy w Polsce wyrok. Ten mieszkaniec wsi pod Lubrańcem najwcześniej po 40 latach będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie z więzienia.

Sędzia w uzasadnieniu przyznał, że był to proces trudny ze względu na to, że wcześniej do zabójstw przyznała się inna osoba - 38-letnia wówczas Edyta J., sąsiadka zamordowanych. I że prokuratura zbyt łatwo jej uwierzyła. Kobieta została zatrzymana kilka dni po tragedii. Spędziła w areszcie 11 miesięcy, po czym wypuszczono ją.

Do tragedii doszło w listopadzie 2013 roku w mieszkaniu przy ul. Żurskiej na włocławskim osiedlu Południe. 59-letnia Grażyna O. zginęła od 21 ciosów ostrym narzędziem w głowę, szyję i klatkę piersiową;; podobne śmiertelne rany miał jej 84-letni ojciec. Z mieszkania skradziona została jeszcze gotówka i biżuteria.

Łukasz P. wpadł w maju 2015 roku na Placu Wolności we Włocławku. Policja nie zdradziła, jak wpadła na jego trop. Zebrany materiał dowodowy pozwolił jednak na przedstawienie mężczyźnie zarzutów popełnienia podwójnego zabójstwa.

33-letni dziś oskarżony, feralnego dnia miał przyjechać do ciotki porozmawiać o wynajmie jej mieszkania (wcześniej często u niej nocował). 59-latka odmówiła mu udostępnienia lokalu. To miał być motyw zabójstwa. Łukasz P. w toku śledztwa przyznał się do winy, ale na procesie zaprzeczył swym wcześniejszym zeznaniom.

Edyta J. domaga się natomiast 800 tys. zł zadośćuczynienia w osobnym postępowaniu.