Będą zmiany w zasadach funkcjonowania straży miejskich i gminnych. Po tym, gdy odebrano strażnikom fotoradary, wiele jednostek zostało zlikwidowanych: tylko na Kujawach i Pomorzu z 32 pozostały 24 - inne na nowo musiały określić swoje zadania. Nowe przepisy mają doprecyzować kompetencje strażników. Pracuje nad nimi Międzyresortowy Zespół przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Żalno w gminie Kęsowo - to miejscowość, którą do niedawna znali kierowcy z całego kraju. Na trasie nad morze fotoradar straży gminnej każdego dnia robił od 100 do nawet 700 zdjęć. Po raporcie NIK, w którym stwierdzono, że fotoradary zamiast poprawiać bezpieczeństwo zwiększają tylko dochody gmin, w 2016 roku strażnicy musieli zdemontować urządzenia. - Straż miejska powinna pilnować porządku na chodnikach, na ulicach i na osiedlach. A obsługę fotoraradów powinna pozostawić drogówce - powiedział nam jeden z mieszkańców. - W takich miejscach, gdzie po prostu kosiło się w ten sposób kasę, nie powinno być fotoradarów, ale są też miejsca, gdzie to pomaga ludziom. Kierowcy zwalniają, boją się tych fotoradarów - to opinia kolejnego z zapytanych przez nas mieszkańców.

Tymi fotoradarami, które pozostały, zarządza Inspekcja Transportu Drogowego. Rząd rozważa postawienie dodatkowych urządzeń tam, gdzie jest wyjątkowo niebezpiecznie. Jak zapewnia minister spraw wewnętrznych i administracji, powrotu do przeszłości jednak nie będzie. - Chodziło gminom o dodatkowe wpływy do budżetu, a więc chodziło o łupienie kierowców. Z całą pewnością do tego nie wrócimy - deklarował w piątek Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji.

Przywrócenie fotoradarów to jeden z podstawowych postulatów, jakie strażnicy - szczególnie gminni - kierowali do międzyresortowego zespołu, który przygotowuje nowelizację przepisów dotyczących tych formacji.

Wśród blisko 100 innych znalazł się także ten o właściwym docenieniu ich służby. W większych miastach straże mają swoje patrole interwencyjne, które reagują w sytuacjach zagrożenia dla mieszkańców. - Narażamy swoje życie i zdrowie i tu jest kwestia uprawnień zarówno emerytalnych i przede wszystkim rentowych. Mieliśmy przykład strażnika z Bydgoszczy, który ugodzony siekierą, niestety, nie mógł funkcjonować już jako strażnik, a otrzymał zupełnie inne uprawnienia niż funkcjonariusz mundurowy po tym fakcie - mówi Mirosław Bartulewicz, komendant Straży Miejskiej w Toruniu.

Specjaliści w dziedzinie bezpieczeństwa nie mają jednak wątpliwości, że na gruncie obecnie obowiązujących przepisów nie jest to możliwe. Eksperci podkreślają, że o ile policjanci przysięgają pełnić swoją służbę z narażeniem życia i zdrowia, to od strażników się tego nie wymaga. - To jest próba od dłuższego czasu już widoczna, próba tworzenia "parapolicji" ze straży miejskich, ale one mają swój obszar działania. Istotne są te ekopatrole czy zajmujące się sprawami porządkowymi. One są bardzo istotne, odgrywają bardzo ważną rolę. Natomiast dublowanie działań policji uważam za niecelowe - zaznacza prof. Bolesław Sprengel z Katedry Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Międzynarodowego UMK w Toruniu.

Policja i straż miejska mogą współpracować, choćby tak jak w Toruniu poprzez wspólne patrole. Doprecyzowania wymaga jednak np. to, czyj budżet - państwa czy gminy - mają zasilać mandaty wystawiane przez mieszane służby. - Kompetencje związane z bezpieczeństwem to są kompetencje władzy rządowej. Straże gminne mają charakter porządkowy, więc tu mówimy o pewnej funkcji związanej z bezpieczeństwem oczywiście, ale bardziej z porządkiem. A więc kompetencje dotyczące np. parkowania - podkreśla minister Błaszczak.

Pojawiają się też pomysły, aby wymogiem było istnienie straży w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, a w gminach formacje liczyły co najmniej pięciu strażników. Najbliższe posiedzenie Międzyresortowego Zespołu przewidziano pod koniec roku.