Z barszczem Sosnowskiego od kilku dni w podbydgoskim Kusowie zmaga się specjalistyczna firma. Roślina rozsiała się na kilkuset metrach kwadratowych i stwarza poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi. Teraz niezbędna jest wycinka i opryski.

Barszcz Sosnowskiego: roślina – pasożyt. Łatwa do pomylenia z innymi i groźna dla człowieka. Na dodatek trudna do zwalczenia. - Głównie musi być wykonane w pierwszej fazie siedem oprysków w pierwszym roku, co dwa trzy tygodnie, w zależności od potrzeb. Kontroluje się praktycznie codziennie, jeździ się i patrzy jaki jest rozwój - opowiada Michał Ciesielski z firmy PHU „Baldex" Michał Ciesielski.

Walka z barszczem od lat trwa w m.in. w Kusowie (gm. Dobrcz). Roślinę, która przypomina przerośnięty koper, najlepiej usuwać w czasie, gdy kwitnie i owocuje. Wtedy wycina się ją ostrym narzędziem, a w miejscach świeżych odrostów, bezpośrednio opryskuje. - Mamy cztery skupiska, które zostały zgłoszone przez mieszkańców. Zwalczanie barszczu Sosnowskiego należy do zadań własnych gminy - informuje Wanda Przybył z Urzędu Gminy Dobrcz.

Kontakt z barszczem Sosnowskiego zwiększa wrażliwość skóry człowieka na promieniowanie ultrafioletowe. Szczególnie latem kontaktu z rośliną lepiej unikać. - W efekcie dochodzi do oparzeń drugiego i trzeciego stopnia, które w pierwszej fazie objawiają się zaczerwienieniem, a w dalszym etapie - pojawianiem się surowiczych pęcherzy - wyjaśnia dr Maciej Balcerek z Katedry i Zakładu Farmakognozji Collegium Medicum UMK w Toruniu.

Ze względu na konsekwencje dla zdrowia, barszczu Sosnowskiego nie należy usuwać na własną rękę. W takim przypadku najlepiej zawiadomić wydział ochrony środowiska w gminie albo powiatowe lub wojewódzkie służby zarządzania kryzysowego.