Zakończyła się przed kilkoma dniami międzynarodowa, symulowana misja na Marsa, której centrum dowodzenia znajdowało się w Toruniu a baza w Pile. Mimo, że warunki były ziemskie, to organizatorzy wyprawy podkreślają, że zebrane wnioski mogą pomóc w prawdziwym podboju kosmosu.

Wszyscy gotowi, zatem można „łączyć się” z Marsem - na potrzeby symulowanej misji na okres dwóch tygodni czerwona planeta została stworzona w Pile, a Centrum Kontroli Misji - w Toruniu. Przed „toruńskim Houston” stało trudne zadanie, bo wysłany na Marsa sygnał dociera z 15-minutowym opóźnieniem. Kolejny kwadrans trzeba czekać na odpowiedź - także w symulacji. Międzynarodowa załoga musiała w tym czasie radzić sobie z wieloma problemami, np. z awarią sprzętu. - Jeśli coś zepsuje się na Marsie, jest bardzo ważne, by odpowiednio poinstruować astronautów, jak mogą naprawić dane urządzenie, np. dzięki stworzeniu potrzebnych części na drukarce 3d. To istotny problem w czasie wypraw kosmicznych, którego my doświadczyliśmy na własnej skórze dzięki symulacji - opowiada Sebbastian Hettrich, dyrektor Polskiej Symulowanej Misji na Marsa.

Marsjańskiej atmosfery na własnej skórze doświadczyła grupa astronautów. Zdaniem zespołu socjologów, poradziła sobie znakomicie. - Nie wykazywali żadnych objawów ogromnego dyskomfortu. A musieli mierzyć się m.in. z niewyspaniem i ze zmianami temperatury: z wysokiej na bardzo niską. Myślę, że przede wszystkim tak, jak i my, cieszyli się z szansy, którą otrzymali - przyznaje Tajana Lućić, uczestniczka misji.

Zebrane podczas misji dane, będą analizowane przez kolejne miesiące i być może pomogą w stworzeniu kolejnych, bardziej zaawansowanych projektów, w których udział zamierzają wziąć także toruńscy pasjonaci. - Rozmawiamy, byśmy mogli, jeśli się uda, co roku robić takie wydarzenia, właśnie symulujące misje marsjańskie. A co będzie dalej? Kto wie. Ambicje mamy - podsumowuje Sebastian Meszyński z ABM Space.

Łącznie w dwutygodniową symulowaną misję marsjańską było zaangażowanych niemal 150 osób z 29 państw.