Czterech pacjentów wybudziło się w tym samym czasie ze śpiączki w toruńskim Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Fundacji "Światło". Każdy do Torunia trafił po wypadku. Dwóch z nich jest już z bliskimi, w rodzinnych domach.

Dobry humor go nie opuszcza. To - do tej pory - najstarszy wybudzony w Toruniu pacjent. W śpiączkę zapadł w maju: jechał rowerem gdy potrącił go samochód. Rehabilitantów zaskakuje nie tylko postępami. Personel mówi o nim „To wyjątkowy dżentelmen". - Skoro tak to, nie zaprzeczę - śmieje się Jan Studziński.

Jan Studziński jest jednym z czterech wybudzonych w ostatnim czasie pacjentów w toruńskim Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym Fundacji „Światło”.

Wśród nich jest także Mateusz Szumilas, 19-latek. W maju, na dyskotece, został brutalnie pobity. Po trzech miesiącach od wypadku stawia pierwsze kroki. - Nie wiem kiedy wychodzę – wyznaje. „Jak najszybciej chciałbyś na pewno?” - pytamy. - Tak... - przyznaje Mateusz.

Pozostali dwaj wybudzeni pacjenci są w rodzinnych domach. Przed wszystkimi jeszcze długa, żmudna rehabilitacja. Wszystkiego muszą nauczyć się od nowa.

Każde wybudzenie to sukces zespołu lekarzy, fizjoterapeutów, logopedów, psychologów. Ale także bliskich pacjenta - osób, do których będący w śpiączce chcą wrócić. - Bardzo ważne jest to, żeby ci najbliżsi też pamiętali, żeby zadbać o siebie; o tym, żeby mieć siły na to, żeby być. Bo to jest najważniejsze - uświadamia Karolina Kowal, psycholog.

Do tej pory ze śpiączki w toruńskim zakładzie wybudziło się 56 pacjentów. Większość z nich to osoby poszkodowane w wypadkach. „Wybudzają się" dzięki szybkiej reakcji. Ale miejsc w Toruniu jest mniej niż 60, w kolejce czeka 30 kolejnych pacjentów. - Ten ośrodek wczesnej rehabilitacji neurologicznej - on musi powstać dla tych ludzi. Kolejne wybudzenia są jakby dowodem na to. Zróbmy to dla nich, bo ich życie będzie inne - przekonuje Janina Mirończuk, dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Fundacji „Światło".

A o życiu sprzed wypadku marzy tu każdy... - Skoro chce się żyć to i trzeba żyć no i marzyć trzeba też - wyznaje Jan Studziński.