Zebrali 25 tys. podpisów, ale to za mało, by przeprowadzić referendum w sprawie odwołania prezydenta Rafała Bruskiego. Inicjatorzy akcji zbierania podpisów przyznają się do porażki, ale zapowiadają, że to nie koniec ich działań i rozpoczynają marsz po mandaty radnych.

Autorem pomysłu, by odwołać ze stanowiska prezydenta Bydgoszczy, był poseł Paweł Skutecki z Ruchu Kukiz'15, Lider Grupy Inicjatywnej, po trwającej dwa miesiące akcji zbierania podpisów, przyznał się do porażki. - Z tej przegranej potyczki wyciągamy mnóstwo pozytywnych dla nas informacji i doświadczeń. Przegraliśmy potyczkę, nie przegraliśmy wojny - poseł Skutecki.

Zamiast podpisów, do komisarza wyborczego trafił protokół zniszczenia dokumentów. Karty z podpisami zniszczyła jedna z toruńskich firm. Bezpieczeństwo zgromadzonych wrażliwych danych wzbudziło wątpliwości radnych PO: Jakuba Mikołajczak i Mateusz Zwolaka. - Na karcie do zbierania podpisów na dole istniał podpis, że wszystkie podpisy trafią do komisarza. Tam nie było dopisku „W przypadku udanego pozbierania podpisu czy nieudanego”. Był dopisek, że zostaną dostarczone do komisarza. My mamy zaufanie do komisarza wyborczego, że on w należyty sposób, by te dane zabezpieczył - mówi Jakub Mikołajczak.

Prezydent Bydgoszczy, komentując porażkę swoich przeciwników politycznych, przekonywał, że zawsze wierzył w mądrość mieszkańców i zapowiedział dalsze działanie na rzecz rozwoju miasta. - Pan Dzakanowski i pan Skutecki tak naprawdę przede wszystkim myśleli o sobie przy tej akcji, chcieli się wypromować. Może i efekt ten osiągnęli, a historia pokaże - komentuje Rafał Bruski.

Do przeprowadzenia referendum potrzebnych było ponad 30 tys. podpisów.