Bogactwo minerałów i witamin zamknięte w mały słoiczku. Tłumy smakoszy przyjechały do Strzelec Dolnych tylko w jednym celu: by spróbować słynnych strzeleckich powideł. Święto Śliwki to, jak mówią organizatorzy, powrót do tradycji produkowania naturalnych smaków.

Śliwki mirabelki, renklody, węgierki - te ostatnie najczęściej wykorzystywane są do przetworów. Dżemy i powidła to specjalność gospodarstw ze Strzeleckiej Doliny. - Zależy, jak się będzie ogień sprawował pod garem. Musi być odparowany sok, żeby powidło zgęstniało; żeby było dobre; żeby można było później na bułeczkę posmarować - tłumaczy Piotr Hecyk ze Strzelec Dolnych. - Każde gospodarstwo ma swój jakiś sekret. Przede wszystkim to jest ta ciężka praca i smażenie przy kotle, te 8-10 godzin, żeby tą konsystencję uzyskać i gęstość. Co tam natomiast potem do kotła dokłada, to jest jego własna tajemnica - dodaje Piotr Wyżgowski ze Strzelec Dolnych.

Na Święcie Śliwki nie ma zatem konkurencji cenowej, jest ta dotycząca smaku. Wystawcy nie narzekali na brak zainteresowania. Smakosze opuszczali Strzelce Dolne z koszami przetworów.

Na festiwalu pojawiły się też egzotyczne smaki. Polskie mini-kiwi, czyli owoce jagodowe, wzbudziły spore zainteresowanie i rozeszły się jak świeże bułeczki. - Charakteryzują się miodowym smakiem. Są bardzo, bardzo słodkie w porównaniu do tradycyjnych, zwykłych kiwi, i są małe, są gładkie i nie mają włosków - wyjaśnia Karolina Walczak ze Strzelec Dolnych.

Pomysłodawcą Święta Śliwki jest Stowarzyszenie Strzelecka Dolina. W organizacji od lat pomaga gmina. Impreza stałam się znakiem rozpoznawczym regionu. - Chcemy pokazać tą piękną polską tradycję: to, że dawniej nasze babcie w taki sam sposób smażyły powidła, w taki sam sposób robiły wędliny, piekły chleby czy wytwarzały masło - mówi Anna Kutkowska z Urzędu Gminy w Dobrczu.

Smakosze przetwory i tradycyjne produkty mogą nabyć jeszcze w niedzielę.