To była nielegalna hodowla: jej właścicielka najpierw ogłaszała w internecie, że odda zwierzęta w dobre ręce, a potem od zainteresowanych żądała pieniędzy. Takie są pierwsze ustalenia, dotyczące dramatu kilkudziesięciu psów i kotów, które inspektorzy „Pogotowia dla Zwierząt" wraz z policją uwolnili z jednego z gospodarstw w gminie Fabianki. Zwierzęta, które do tej pory przebywały w skandalicznych warunkach, potrzebują czułej opieki człowieka. Na nowe domy czekają też odnalezione szczeniaki z Bydgoszczy i Torunia.

Ma zaledwie sześć tygodni, ale już wie, czym jest ból i strach. Maleńka Misia trafiła właśnie do Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Bydgoszczy. - Historia jest krótka i smutna. Suczka została znaleziona dzisiaj rano, kiedy pan był na grzybach 20 m od ruchliwej jezdni, a suczka przywiązana była sznurkiem do drzewa - opowiada Izabela Szolginia, dyrektor schroniska.

Suczka w typie owczarka kaukaskiego została odrobaczona. Czeka na szczepienia i... nowy kochający dom. Podobnie jak sześć szczeniąt, odłowionych przez straż miejską z wysypiska śmieci w Toruniu. Pieski zauważyli w sortowni odpadów pracownicy MPO. Wezwany na miejsce ekopatrol, po kilku godzinach odnalazł też matkę maluchów. - Instynkt macierzyński był silniejszy. Matka przyszła na miejsce, gdzie pozostawiła młode. Chłopacy zastawili miejsce i złapali matkę w sieć i w ten sposób udało się ją odłowić - informuje Agnieszka Witkowska z Ekopatrolu Straży Miejskiej w Toruniu.

Cała psia rodzinka - pięć suczek, szczeniak i ich mama - przebywają teraz w domu tymczasowym, który zapewniło Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt. Są w dobrej kondycji. - Wiemy, że były wstępne deklaracje dotyczące szczeniaka i mamy. Pozostałe są do adopcji. Zapraszamy wszystkich chętnych do kontaktu z Towarzystwem - mówi Wojciech Swinarski, naczelnik Wydziału Dzielnicowych Straży Miejskiej w Toruniu.

Koce, kołdry, mokra karma i pieniądze na leczenie - tego najbardziej potrzebują teraz opiekunowie zwierząt uwolnionych z pseudohodowli w gminie Fabianki. Kilkadziesiąt psów i kotów było zamkniętych na 10 metrach kwadratowych w piętrowym kurniku. Zwierzęta żyły we własnych odchodach, bez dostępu do dziennego światła. Taki los, prawdopodobnie tylko z chęci zysku, zgotowali im właściciele. - Oni mieli z czego żyć, to był ładny dom. Mieli prace i nie musieli się tym zajmować. Nie umiem tego wytłumaczyć - przyznaje Katarzyna Górkiewicz z „Kundelkowiska - pomóż, pokochaj, adoptuj"”.

Weterynarze apelują, by - po pierwsze - nie kupować, a adoptować psy czy koty; po drugie - by reagować na krzywdę zwierząt. Pseudohodowlę pod Włocławkiem udało się zlikwidować właśnie dzięki reakcji jednego z klientów. - Państwo, którzy te zwierzęta kupujecie, czasami macie okazję coś zobaczyć, więc proszę zgłaszać takie przypadki - sugeruje Konrad Dawidowicz, Przychodnia Centrum Vet we Włocławku.

Właścicielka pseudohodowli nie została jeszcze przesłuchana przez policję. Śledczy czekają jeszcze na pisemną. opinie o stanie zwierząt. Kobieta może spodziewać się jednak zarzutu o znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi do 3 lat więzienia.