Policjanci pod nadzorem prokuratora prowadzą dochodzenie w sprawie pożaru drewnianej werandy domku jednorodzinnego we Włocławku. Śmierć poniósł 63-latek. Jego syn zdążył uciec przed ogniem. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną pożaru mógł był piec typu koza. Strażacy apelują, żeby w sezonie grzewczym sprawdzić instalacje i urządzenia grzewcze. Ale również instalować czujki dymu i czadu.

Drewniana weranda domku jednorodzinnego spaliła się w nocy z piątku na sobotę. Pomieszczenie było ogrzewane piecem typu koza, którą ojciec i syn kupili kilka godzin przed zdarzeniem. Kiedy zasnęli doszło do pożaru. - Po ugaszeniu pożaru okazało się na werandzie znajdują się zwłoki ludzkie. Cały obiekt został przeszukany na obecność osób postronnych. Nikogo tam nie znaleźliśmy - relacjonuje st. kpt. mgr Mariusz Bladoszewski, oficer prasowy KM PSP we Włocławku.

63-latek zginął w płomieniach. Jego syn zdążył opuścić pomieszczenie. - Biegły z zakresu pożarnictwa wstępnie określił, że przyczyną pożaru było zaprószenie właśnie od tego pieca. Dokładne okoliczności tej tragedii wyjaśni prowadzone postępowanie - informuje nadkom. Joanna Seligowska-Ostatek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji we Włocławku.

To pierwsze tragiczne w skutkach zdarzenie w dopiero co rozpoczętym sezonie grzewczym.

Każdy piec węglowy, gazowy czy kominek opalany drewnem, to potencjalne źródło zagrożenia; szczególnie, jeśli przewody kominowe nie są regularnie czyszczone. Jak przyznają kominiarze, mają pełne ręce roboty, bo mieszkańcy coraz bardziej świadomi są zagrożenia. - Mistrz kominiarski, kominiarz, sprawdzi z dachu, jak te przewody wyglądają. Oczyści je, bo przewody kominowe należy czyścić. I zobaczy wewnątrz urządzenie - czy jest to piec kaflowy, czy piec stałopalny, koza, czy jakiś kopciuch - jak działa, czy jest bezpiecznie podłączone i możemy bezpiecznie tego używać - tłumaczy Tomasz Opłat, mistrz kominiarski.

By było jeszcze bezpieczniej, strażacy zachęcają do zakupu i instalacji czujników czadu. Urządzenie włączy się nawet przy niewielkim stężeniu tlenku węgla. Czujnik kosztuje kilkadziesiąt złotych i może w porę ostrzec domowników przed zagrożeniem. - Tlenek węgla ma to do siebie, że jest gazem silnie trującym, bezwonnym, bezbarwnym, stąd też nie wyczuwalnym przez człowieka i nie możemy jego obecności zbadać bez urządzeń - podkreśla kpt. Aleksandra Starowicz, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej PSP w Bydgoszczy.

Od września strażacy w całym województwie do zdarzeń związanych z dwutlenkiem węgla wyjeżdżali ponad 20 razy.