Stracili pracę, nie mają pieniędzy, szukają pomocy. Ponad 30 osób, budujących drogę ekspresową S5, nie otrzymało pensji za dwa miesiące pracy. Pokrzywdzonych zatrudniała rumuńska firma, która - jak już informowaliśmy - zniknęła z placu budowy, a razem z nią pieniądze. Pracownicy prosili w środę o pomoc Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

Zdenerwowani, rozgoryczeni i załamani sytuacją, w jakiej się znaleźli - to pracownicy jednej z firm budującej odcinek S5 w okolicach Gruczna. Są wśród nich Polacy i Włosi. Ich pracodawca zniknął z placu budowy, zostawiając ponad 30 pracowników bez środków do życia. Ostatnią pensję otrzymali we wrześniu. - Ja pracowałem przez 12 godzin dziennie, jest to niezgodne z prawem, to wiadomo. W soboty pracowaliśmy osiem godzin tylko, a tak po 12 godzin dziennie i to wszyscy, a czasami, jak trzeba było, to nawet do 23.00, 24.00 się pracowało - opowiada Andrzej Karwasz.

Byli cierpliwi i na wypłatę czekali 1,5 miesiąca, ale ich pracodawca się nie pojawił i nie wypłacił zaległych pensji. Oszukani pracownicy postanowili poszukać pomocy u głównego wykonawcy inwestycji. - Obiecana była przez firmę Pizzarotti budującą drogę S5 i byliśmy w Pizzarotti. Odsyłają nas od „Annasza do Kajfasza” i czekamy - mówi Andrzej Maciąg.

Główny wykonawca Impresa Pizzarotti podpisał umowę z rumuńską firmą, mającą przedstawicielstwo w Polsce jako podwykonawcą budowy drugiego odcinka trasy S5, ta jednak okazała się nierzetelna i nie wywiązała się z zobowiązań wobec swoich pracowników. Teraz oszukani domagają się zadośćuczynienia od głównego wykonawcy robót. - Zaprosiliśmy wszystkich pracowników na rozmowy w firmie Pizzarotti, by mogli kontynuować pracę - informuje Marek Koźlicki, zastępca dyrektora Impresa Pizzarotti.

Impresa Pizzarotti 17 listopada rozwiązała umowę ze swoim podwykonawcą, który wcześniej otrzymał pieniądze przeznaczone na wypłaty. Firma nie chce dwa razy płacić za to samo, a pracownicy chcą otrzymać pieniądze za wykonaną pracę. O rozwiązanie problemu zwrócili się więc do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. - Radcy prawni sprawdzają możliwości prawne. Musimy działać w granicach obowiązujących przepisów, dlatego sprawdzamy, czy my możemy bezpośrednio tym osobom zapłacić - wyjaśnia Jarosław Gołębiewski, dyrektor GDDKiA w Bydgoszczy.

Jeśli okaże się to niemożliwe, to pokrzywdzonym pracownikom nierzetelnej firmy pozostaje droga sądowa.