W zderzeniu z pociągiem samochód nie ma żadnych szans. W ciągu roku dochodzi do około 100 wypadków na przejazdach kolejowych. W ostatnim w naszym regionie, kilka tygodni temu w Papowie Toruńskim, kierowca furgonetki cudem uszedł z życiem, gdy wjechał wprost pod szynobus. W czwartek doszło do kolejnego, w okolicy Zamku Bierzgłowskiego - tym razem jednak to element symulowanej akcji, bo służby ćwiczyły sytuacje kryzysowe i apelowały o rozsądek.

Autobus zepsuł się na przejeździe kolejowym. Kierowca zdążył ewakuować pasażerów, tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Doszło do zderzenia. Okazuje się, że w kabinie maszynisty jest terrorysta, który nie pozwala zatrzymać pojazdu. Padają strzały. Kilka osób zostaje rannych, wybucha panika. Na miejsce zostały wezwane służby.

Pierwsi docierają policjanci z psem. Zwierzę obezwładnia terrorystę. Wtedy do akcji wkracza straż ochrony kolei, ewakuowani są pierwsi pasażerowie. Część wychodzi o własnych siłach, inni potrzebują pomocy medycznej. Poszkodowanych jest wielu, dlatego nakładane są im opaski w różnych kolorach, w zależności od obrażeń. Dzięki temu ratownicy wiedzą, komu trzeba pomóc w pierwszej kolejności. - Ratownik medyczny lub lekarze kierujący czynnościami ratunkowymi wyznacza osobę, która „triażuje”, czyli nadaje rannym kolory: czerwony, żółty, zielony lub szachownica, ewentualnie czarny, czyli osoba nie do uratowania - wyjaśnia Karol Wojtczak, ratownik medyczny z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu.

Na miejsce docierają też strażacy. Jeden z nich przejmuje dowodzenie całą akcją ratunkową. - Współpracujemy z policją, pogotowiem oraz ochroną kolei, żeby nam powiedziała, co się dzieje – np. czy jest odłączony prąd, jeśli jest trakcja elektryczna - informuje bryg. Rafał Świechowicz z Komendy Miejskiej PSP w Toruniu.

Strażacy gaszą pojazdy, pomagają przy rannych, rozkładają namiot, do którego kierowani są poszkodowani. Sytuacja symulowana, ale emocje prawdziwe. - Daje nam to wyobrażenie, jak pewne rzeczy mogą przebiegać. To są - mimo że wiemy, że jest to udawane - emocje, widać adrenalinę, napięcie. Były krzyki, były łzy - opowiada Ewa Siekacz.

O przećwiczenie sytuacji kryzysowej i uruchomienie wyobraźni właśnie chodziło organizatorowi akcji, czyli przewoźnikowi Arriva. - Co chwilę mamy taki przypadek, że samochód wjeżdża, nie zachowuje ostrożności, w wyniku czego są ranni, poszkodowane osoby, natomiast z naszej strony to są uszkodzone pojazdy - Joanna Parzniewska,rzecznik Arriva RP.

Jest konkretny przykład z 26 listopada. Na niestrzeżonym przejeździe Papowo Toruńskie-Osieki, furgonetka wjechała wprost pod szynobus. Auto zostało niemal przepołowione. W ciągu roku dochodzi w kraju do około 100 takich wypadków. W zderzeniu z pociągiem samochód czy autobus nie mają szans. Sama lokomotywa waży ponad 80 ton. Droga hamowania, przy prędkości 80km/h, to około 700 metrów.

Dlatego pracownicy kolei oraz służby po raz kolejny apelują o rozsądek. Bo jak wynika ze statystyk, 98 na 100 zderzeń z pociągiem to wina kierowcy.