Ciąg dalszy głośnej sprawy wezwania policji przez radnego Bydgoszczy, Bogdana Dzakanowskiego. Chodziło o sprawdzenie trzeźwość prezydenta miasta Rafała Bruskiego. Do zdarzenia, które głośno komentowano w całej Polsce, doszło pod koniec marca zeszłego roku podczas sesji rady miasta. W bydgoskim Sądzie Rejonowym odbyła się kolejna rozprawa w procesie wytyczonym przez miasto radnemu Dzakanowskiemu.

O tej sesji Rady Miasta Bydgoszczy było głośno w całym kraju. Bezpłodność jest tematem trudnym i delikatnym, a w bydgoskim ratuszu padały mocne i ostre słowa. Radny niezależny, Bogdan Dzakanowski, w czasie dyskusji postanowił wezwać policję. - Dzwonię na 112, żeby zbadano prezydenta i radnych alkomatem - zakomunikował z sesyjnej mównicy.

Policja przeprowadziła badanie w gabinecie prezydenta. Jak się okazało, włodarz miasta i przewodniczący rady miasta nie byli pod wpływem alkoholu.

W bydgoskim Sądzie Rejonowym w poniedziałek odbyła się kolejna rozprawa w procesie wytyczonym przez miasto radnemu Dzakanowskiemu. Przesłuchano trzech świadków. „Co poprzedziło wystąpienie pozwanego w przedmiocie właśnie tej interwencji? Informacji, że podejmuje właśnie takie kroki? Co było przed?” – pytał sędzia przewodniczącego Rady Miasta Bydgoszczy. - Wysoki sądzie: protokoły z tej sesji jednoznacznie wskazują, jak była ona mocno przerywana; jak tok dyskusji był przerywany m.in. przez pana radnego Dzakanowskiego - zeznawał Zbigniew Sobociński.

Przewodniczący rady miasta podkreślał, że tego dnia sesja rady była bardzo trudna, a radny Dzakanowski wielokrotnie ją przerywał. Podkreślał także, że ani włodarz miasta, ani on sam nie spożywali alkoholu. Z kolei świadek wezwany przez obrońców pozwanego twierdził, że prezydent Rafał Bruski zachowywał się inaczej niż zazwyczaj. Był czerwony na twarzy i ospały. Przesłuchano również funkcjonariusza obecnego podczas badania trzeźwości Rafała Bruskiego i Zbigniewa Sobocińskiego.

Świadek jednoznacznie stwierdził, że badanie wykonano prawidłowo i obaj panowie byli trzeźwi. Na rozprawę nie dotarli pozostali dwaj funkcjonariusze. - Jesteśmy przekonani, że postępowanie zgodnie z takim wyobrażeniem, jakie ma strona powodowa, wykaże, że dobra osobiste miasta Bydgoszczy zostały naruszone i żądania, które miasto zgłosiło, zostaną uwzględnione - mówi Michał Polak, radca prawny Urzędu Miasta Bydgoszczy. - Strony utrzymują swoje stanowiska, raczej nie ma szans na zawarcie ugody. Trudno ocenić skutki, jakie zostały złożone w tym postępowaniu i na tym etapie tego postępowania. Jesteśmy przed słuchaniem kolejnych świadków - komentuje Joanna Taczkowska-Olszewska, adwokat pozwanego.

Kolejną rozprawę zaplanowano 5 marca.