Studukatówka Zygmunta III Wazy to najbardziej wartościowa polska moneta, jaką kiedykolwiek wykonano. Wybita w 1621 roku w bydgoskiej mennicy, zostanie wylicytowana na aukcji w Stanach Zjednoczonych. Eksperci szacują, że jej ostateczna cena może osiągnąć nawet 2 mln dolarów.

Do dziś zachowało się zaledwie sześć studukatówek z bydgoskiej mennicy. Moneta ma 70 mm średnicy i waży blisko 350 g. Wybito ją w złocie wysokiej próby - 967; na polecenie król Zygmunta III Wazy polecił jej wybicie, aby uczcić zwycięstwo armii Rzeczypospolitej pod wodzą hetmana Jana Karola Chodkiewicza nad Turkami pod Chocimiem w 1621 roku.

Jest to jedyny przypadek w historii, kiedy wartość dukata została zwielokrotniona aż 100 razy. - To rzeczywiście najcenniejsza polska moneta. W naszych narodowych zbiorach znajdują się dwie sztuki stu dukatów Zygmunta III Wazy, pozostałe są poza granicami kraju. Dokładnej liczby tych wszystkich monet oczywiście nie znamy - tłumaczy Jarosław Kozłowski z Europejskiego Centrum Pieniądza, Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy.

Studukatówka to nie tylko numizmat o dużej wartości (ostatnia taka sprzedana na aukcji moneta kosztowała nabywcę 1,38 mln dolarów), ale także dzieło sztuki. Niektórzy historycy mają problem z jej nazewnictwem i twierdzą, że to raczej medal a nie moneta. Król chciał dzięki niej podkreślić swoją potęgę. - Ta moneta nigdy nie była we właściwym obiegu pieniężnym i nie stanowiła wartości pieniądza. To jest tzw. donatywa. Donatywne części, szczególnie tak wartościowe i tak wielkie, były zawsze wartościowymi monetami i najczęściej rozdawane przez króla dostojnikom królewskim - opowiada Jacek Nowaczyński, pracownik sklepu numizmatycznego w Bydgoszczy.

Replika zabytkowej monety została przygotowana w 2017 roku przez Narodowy Bank Polski i jest prawnym środkiem płatniczym w naszym kraju. 20-złotowa replika tej studukatówki 39. jest ujęta w „Katalog monet polskich”.

Część kolekcjonerów jest zdania, że moneta sprzed niespełna 400 lat, powinna trafić do Skarbu Państwa. - Możemy tylko żyć nadzieją, że kiedyś do tego dojdzie i objawi się taki hojny darczyńca, czy też sponsor, ewentualnie jakiś szczęśliwy archeolog natknie się na nią podczas badań wykopaliskowych - wyznaje Jarosław Kozłowski z ECP w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy.

A to, jak pokazuje przykład odkrycia skarbu w bydgoskiej farze, jest możliwe.