Zebrani przed pomnikiem Mikołaja Kopernika w Toruniu, manifestowali swoje oburzenie po odrzuceniu przez Sejm obywatelskiego projektu liberalizującego prawo do aborcji.

Podczas środowego głosowania, posłowie zdecydowali, że projekt "Ratujmy kobiety" nie trafi do dalszych prac komisji. Zakładał on m.in. prawo do przerywania ciąży do końca dwunastego tygodnia oraz przywrócenie tzw. antykoncepcji awaryjnej bez recepty. - Mnóstwo parlamentarzystów, posłanek i posłów, nie miało nawet odwagi zagłosować nad dalszym procedowaniem tego projektu. Zachowali się kuriozalnie. Wyjmują karty do głosowania i nie głosują. Udają, że ich nie ma - twierdzi Anna Lamers, organizatorka "czarnego protestu".

Protestujący zarzucają parlamentarzystom tchórzostwo. Największy żal mają do opozycji, na którą liczyli i która, jak twierdzą - wspierała ich dotychczasowe działania. Za odrzuceniem projektu głosowało 202 posłów, za prowadzeniem dalszych prac było 194, od głosowania wstrzymało się siedmiu, a nie głosowało 57.

Według części rządzących, propozycja obywatelska nie była zgodna z konstytucją. - Był to projekt, który dążył ku temu, by chronić życie części obywateli, kosztem życia innych - poinformowała Joanna Borowiak, posłanka Prawa i Sprawiedliwości.

Podobne manifestacje odbyły się również w innych miastach Polski, m.in. przed Sejmem.

Kobiety zapowiadają, że będą dalej walczyć o swoje prawa.