Zmniejszenie liczby pacjentów, przyjmowanych m.in. na ginekologię i położnictwo czy ortopedię to efekt braku porozumienia rezydentów i ministra zdrowia. O wielkich nadziejach, związanych ze spotkaniem lekarzy i Łukasza Szumowskiego, mówiliśmy w „Zbliżeniach" w piątek. Nadal nie ma jednak konkretnych rozwiązań. Dla bydgoskiej placówki oznacza to duże utrudnienia. Dlatego w poniedziałek po raz kolejny dyrekcja szpitala spotkała się z przedstawicielami Urzędu Wojewódzkiego i NFZ.

To niezwykle trudny okres w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr Jana Biziela. Protestują młodzi medycy. W dodatku brak lekarzy zbiega się z natłokiem pacjentów. - Dziś np. na hematologii mamy 14 pacjentów więcej niż łóżek. Na ortopedii wszystkie korytarze i łóżka są zajęte. To nie są normalne sytuacje. Przy mniejszej obsadzie lekarzy jest to dla nas duża trudność. Staramy się więc ograniczać przyjęcia planowe - wyjaśnia dr n. med. Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor szpitala „Biziela”.

Przesuwane w czasie są przyjęcia planowe na oddziały: chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, kardiologii, ortopedii oraz położnictwa i ginekologii. Sekretarki dzwonią do pacjentów i umawiają inne terminy zabiegów, w tym samym szpitalu. Do innych szpitali natomiast kierowani są pacjenci w nagłych przypadkach. Bo lekarze, dyżurujący pojedynczo, nie są w stanie przeprowadzić operacji. Tak będzie do końca miesiąca, w lutym sytuacja ma wrócić do normy. - Na początku miesiąca będzie dużo łatwiej, ponieważ znowu będziemy mieć godziny, które będziemy mogli użyć i będziemy mogli dyżurować. Natomiast pod koniec miesiąca może się problem powtórzyć, jeżeli nie dojdziemy do porozumienia - przyznaje Bartosz Fiałek, lekarz rezydent w szpitalu „Biziela”.

Na porozumienie lekarze rezydenci liczyli w piątek. Pierwsze spotkanie z nowym ministrem zdrowia, Łukaszem Szumowskim - było jak twierdzą uczestnicy dyskusji - satysfakcjonujące. Konkretnych rozwiązań jednak nie wypracowano. Dlatego planowane są dalsze negocjacje. - Jest na pewno światełko w tunelu - uważa Bartosz Fiałek

Ciągle trwają również negocjacje lekarzy ginekologów. Dziewięciu specjalistów przedstawiło dyrekcji szpitala swoje żądania finansowe. Finału tych rozmów można się spodziewać w środę. Tymczasem pacjenci o protestach więcej wiedzą z mediów niż z własnego doświadczenia. - Nie odczuwamy w związku dzisiejsza wizytą jakiegoś zagrożenia - mówi jeden z pacjentów „Biziela”. - Rzadko korzystam ze szpitali w Polsce, ale nie zauważyłem mniejszej liczby lekarzy - dodaje inny pacjent „Biziela”. - Dzisiaj jednak dosyć szybko zostałam załatwiona - zdradza inna pacjentka „Biziela”.

Na tym, by skutki trudnej sytuacji w szpitalu jak najmniej odczuwali pacjenci, dyrekcji zależy najbardziej. Dlatego zorganizowano kolejne spotkanie z przedstawicielami innych placówek, Urzędu Wojewódzkiego i Narodowego Funduszu Zdrowia.