Nadzwyczajna sesja rady miasta Bydgoszczy. Najważniejszym i jedynym punktem obrad było przekazanie wojewodzie 500 tys. zł zaliczki na egzekucję tartaku przy ul. Ujejskiego, znajdującego się na trasie budowy drugiego etapu Trasy Uniwersyteckiej. Ostatecznie pieniądze mają wrócić do miejskiej kasy, bo koszty pokryje właściciel nieruchomości.

Sesja została zwołana w trybie nadzwyczajnym, w środę. W czwartek radni mieli przegłosować korektę do budżetu miasta na rok 2018. Poprawka zakłada zabezpieczenie kwoty 500 tys. zł na pokrycie kosztów egzekucji wydania nieruchomości przejętej pod budowę drugiego etapu Trasy Uniwersyteckiej. Dyskusja jednak, toczyła się głównie wokół wysokości odszkodowania dla właściciela tartaku. - Miał pan takie prawo, żeby dogadać się z mieszkańcem. Zaprosić mieszkańca i powiedzieć: „Panie Iksiński, chciałbym się dogadać według prawa, przed ZRID-em, że chciałbym nabyć te działki” - zwracał się do prezydenta miasta Bogdan Dzakanowski, radny niezależny.

”Na 750 tys. zł majątek Krzysztofa Pietrzaka wycenił biegły rzeczoznawca - m.in. na podstawie dochodów firmy” - tłumaczył prezydent Bydgoszczy. - Oczekiwanie było: więcej pieniędzy. Ja rozumiem, że to są mieszkańcy Bydgoszczy, tylko, że ja nie wydaję swoich pieniędzy tylko pieniądze mieszkańców Bydgoszczy. Jeżeli więc pan Pietrzak, zamiast miliona chciałby dwa, to znaczy, że inni mieszkańcy Bydgoszczy musieliby zapłacić o milion więcej niż to wycenił biegły rzeczoznawca - odpowiadał Rafał Bruski.

Mimo tych argumentów, radni Prawa i Sprawiedliwości twierdzą, że zabrakło rozmów. - Toczy się ta sprawa kilka lat i jesteśmy pewni, że można było tę sprawę całkiem inaczej rozwiązać. W naszym przekonaniu zabrakło podstawowej sprawy: dialogu prezydenta z mieszkańcem, przedsiębiorcą - skomentował Mirosław Jamroży, przewodniczący klubu radnych PiS.

Właściciel tartaku przysłuchiwał się głosom radnych, poprosił też przewodniczącego o możliwość zabrania głosu. - Całe postępowanie, panie prezydencie, odnośnie wniosku o wszczęcie egzekucji i nadany tytuł wykonawczy - on nie ma podstaw prawnych - argumentował Krzysztof Pietrzak.

Przedsiębiorca tłumaczył też, że przyznane odszkodowanie, które wypłacono na razie w 70 proc., nie pozwala mu na odtworzenie biznesu w innym miejscu. - Takie jest prawo. Niestety, dla samorządu, który chce realizować inwestycje, musimy niekiedy podejmować trudne decyzje, ale musimy je podejmować, aby ta inwestycja była realizowana - dodawał prezydent Bruski.

Mimo prawomocnej decyzji, właściciel tartaku nie opuścił nieruchomości. Egzekucji dokona więc wojewoda. Jej koszt oszacowano na kilkaset tysięcy złotych. W oświadczeniu Mikołaj Bogdanowicz pisze jednak, że nie ma na ten cel pieniędzy, dlatego przedstawia miastu propozycję porozumienia. Zakłada ona pokrycie kosztów przez miasto. Urząd Wojewódzki pieniądze odda, bo ostatecznie za wszystko ma zapłacić właściciel tartaku, który nie wypełnia decyzji administracyjnej.

Radni przyjęli poprawkę do budżetu i przesunęli na ten cel 500 tys. zł. Klub PiS wstrzymał się od głosu. Niezależny Bogdan Dzakanowski był przeciw. Radni PO i SLD - byli za. Prezydent miasta może dzięki temu podpisać porozumienie z wojewodą.