Sezon zachorowań w pełni. Tylko w tym roku w regionie zanotowano ponad 57 tys. przypadków wystąpienia wirusa grypy i infekcji grypopodobnych. Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr Jana Biziela w Bydgoszczy chroni swoich pacjentów i wprowadza tymczasowy zakaz odwiedzin.

Początkowo przypomina zwykłe przeziębienie. Złe samopoczucie, bóle mięśni i stawów, gorączka - to pierwsze objawy grypy. Później dolegliwości zaczynają się nasilać. Z wizytą u lekarza nie wolno zwlekać. - Mam duży katar i kaszel, słaby człowiek jest. Wydaje mi się, że grypa, dlatego przyszłam - opowiada pacjentka.

W przychodniach duży ruch, bo sezon zachorowań na grypę i infekcje grypopochodne w pełni. Od września ubiegłego roku Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Bydgoszczy odnotowała prawie 168 tys. takich przypadków. To ponad 5 tys. więcej niż rok wcześniej. Grypa rozprzestrzenia się drogą kropelkową, dlatego najlepiej unikać dużych skupisk ludności. Specjaliści radzą też: "Lepiej zapobiegać, niż leczyć". - Najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia przed grypą są szczepienia ochronne, które nawet, jeżeli dojdzie do zachorowania, to one złagodzą przebieg tego zachorowania - zaleca Olga Radkiewicz z WSSE w Bydgoszczy.

Odsetek szczepień wciąż jest jednak niski. Na taką ochronę decyduje się mniej niż 2,5 proc. mieszkańców regionu. Większość próbuje wzmacniać swój układ odpornościowy domowymi sposobami. - Bardzo się chronię, ale takimi środkami naturalnymi. Imbir, cytryna, soki swojej produkcji. Całą zimę przezimowaliśmy i jesteśmy zdrowi - zdradza rozmówczyni. - Miód, cytryna i czarny bez - dodaje inna.

To jednak nie zawsze pomaga, dlatego z objawami grypy należy zgłaszać się do lekarza. Zlekceważenie choroby bardzo często kończy się pobytem w szpitalu. W ostatnich dniach do lecznic trafia coraz więcej osób zarażonych wirusem grypy. Dlatego w bydgoskim Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr Jana Biziela wprowadzono tymczasowy zakaz odwiedzania chorych. - Chcieliśmy tym ruchem przede wszystkim ograniczyć możliwość przenoszenia wirusa grypy pomiędzy naszymi pacjentami, jeśli już w ogóle są zakażeni i pomiędzy odwiedzającymi, ale bardziej chcieliśmy uniknąć tego, żeby to odwiedzający nie przenosili na naszych pacjentów - zapewnia dr Arkadiusz Kuziemski, epidemiolog w szpitalu "Biziela" w Bydgoszczy.

Niektóre szpitale w kraju, zwłaszcza na Mazowszu i Podlasiu, borykają się też z dodatkowym problemem. W Polsce wykryto największą w Europie liczbę nosicielstwa bakterii New Delhi. Powoduje ona zapalenie płuc, opon mózgowo-rdzeniowych, układu moczowego i pokarmowego.

W Kujawsko-Pomorskiem od początku roku stwierdzono pięć takich przypadków, dwie osoby zmarły. Bakteria jest całkowicie oporna na antybiotyki, dlatego tak bardzo groźna dla życia chorego. - Jesteśmy przed ścianą i za chwilę nie będziemy mieli czym leczyć ludzi, którzy ulegną zakażeniu taką bakterią. Mogą, niestety, z powodu obecności tej bakterii na zwykłe zapalenie płuc umierać - przestrzega dr Jerzy Kasprzak, dyrektor WSSE w Bydgoszczy.

Powodem rozprzestrzeniania się bakterii jest brak higieny, dlatego specjaliści apelują, aby dbać w szczególności o mycie i dezynfekcję rąk.