Trzy osoby próbowały ratować tonącego mężczyznę na jeziorze w Zalesiu Królewskim, zanim przyjechała straż pożarna. Mieszkańcy chcieli pomóc, ale ryzykowali własne życie. 56-latek, który nierozważnie wjechał na lód rowerem, utopił się. Pozostałych wyciągnęli na brzeg ratownicy. Do zdarzenia doszło w niedzielę. Policja i straż apelują, by nie wchodzić na zamarznięte akweny. Temperatura jest coraz wyższa, a lód kruchy i niebezpieczny.

56-letni mężczyzna postanowił w niedzielne popołudnie skrócić sobie drogę do domu i wjechał rowerem na jezioro w Zalesiu Królewskim w gminie Świekatowo. Cienki lód załamał się pod nim. Okoliczni mieszkańcy zaalarmowali straż przed godziną 16:00. Zanim jednak na miejsce dotarli profesjonalni ratownicy, tonącego postanowili ratować sami mieszkańcy. Wśród nich Marek Oparka. - Krzyczał „Pomocy!”, to mówiłem: „Idę, idę z pomocą” - opowiada.

Czołganie się po lodzie bez jakiegokolwiek zabezpieczenia mogło skończyć się równie tragicznie. - Nie zdążyłem dojść, tylko cztery metry brakowało, żeby go uratować i pode mną się lód załamał i też wpadłem pod lód. Rozszerzyłem ręce i chciałem na lód wskoczyć i znowu się załamał i wtedy pan drabinę podał i się wyciągnąłem sam - relacjonuje Marek Oparka.

Dzięki drabinie mężczyźnie udało się dotrzeć do brzegu. W sumie tonącego próbowały ratować trzy osoby. Na lodzie do przyjazdu strażaków zostały dwie, kobieta i mężczyzna. Ryzykowali własne życie. Mieli przy sobie tylko drabinę. Nie zdołali jednak wyciągnąć 56-latka z wody. Ten osłabł i po kilkunastu minutach zniknął pod wodą. Strażacy po przyjeździe najpierw ratowali tych, którzy sami próbowali nieść pomoc. - Przyjechało OSP Świekatowo, bo oni mają specjalistyczny sprzęt z saniami lodowymi i profesjonalnie zaczęli ratować - opowiada Benedykt Dubiela, prezes OSP w Zalesiu Królewskim.

Po 20 minutach ratownicy znaleźli pod wodą 56-latka. Po wciągnięciu go na powierzchnię od razu rozpoczęli akcję reanimacyjną. Trwała około godziny, ale nie udało się przywrócić mu oddechu. Mężczyzna zmarł. - Dość często to się zdarza zimą, gdy jest lód „pewny”, to na skróty przechodzą przez to jezioro - przyznaje Piotr Dubiela z OSP Zalesie Królewskie.

Specjaliści ostrzegają, że wchodzenie na zamarzniętą tafle wody zawsze jest ryzykowne, tym bardziej, bez sprzętu asekuracyjnego. Jeśli zauważymy osobę tonącą, najpierw trzeba poinformować policję lub straż. Tonącemu można podać szalik lub grubą gałąź. - Broń boże, nie podajemy ręki, bo „tonący się chwyta brzytwy” i może za sobą pociągnąć więcej osób - ostrzegał Dariusz Domagalski z OSP Bobrowniki podczas piątkowych ćwiczeń na jeziorze w Bobrownikach.

Dwa tygodnie temu na tym samym jeziorze odbyły się ćwiczenia ratownicze. Podczas pokazu apelowano także o rozsądek, by nie wchodzić na lód.