Roman Sidorkiewicz to niezwykle barwna postać. Z zawodu inżynier, w latach 90. - bydgoski radny. Obecnie - działacz Rady Osiedla Szwederowo. Wychowany na pograniczu Śródmieścia i Bielaw, wydał właśnie książkę ze wspomnieniami: "Bydgoszcz - mój fyrtel". To opowieść wypełniona rozmowami, ciekawostkami, O niektórych z nich można przeczytać po raz pierwszy. W Miejskim Centrum Kultury odbyło się spotkanie autora z czytelnikami.

Wśród postaci zaprezentowanych na kartach książki są znani artyści, politycy, lekarze i ludzie biznesu. Wszystko podane jest w lekkim, dowcipnym stylu. - Tak się złożyło, że historia mojego życia też się tam znalazła, w pigułce wprawdzie, ale to jest też tak, że nie ma w życiu wiecznych sukcesów. Zawsze są - jakby - zawirowania i o tych zawirowaniach również tam pan Roman wspomniał, gdzie z wielkich luksusów trafiłem na ulicę, żeby móc grać - wyjaśnia Józef Eliasz, muzyk, jeden z bohaterów książki „Bydgoszcz - mój fyrtel".

Nie zabrakło barwnych opisów nocnego życia miasta. - Szlak piwno-wódczany zaczynał się w „Rybnej", potem był „Ul”, „Sim”, „Słowianka”, „Sielanka", "Gromada". Starsi mieszkańcy na pewno ten szlak dobrze znają - opowiada Roman Sidorkiewicz, autor książki „Bydgoszcz - mój fyrtel".

Tytuł książki nawiązuje do bydgoskiej gwary, bogatej w słowa zapożyczone z języka niemieckiego. - Gwara była specyficzna, dużo było naleciałości niemieckich. Fyrtel to „viertel” z niemieckiego - oznacza taką dzielnicę, najbliższą sercu, najbliższą mojemu wychowaniu i tą dzielnicę na zawsze zachowam, mimo że w tej chwili mieszkam na Szwederowie - tłumaczy Roman Sidorkiewicz.

”Głos pana Krystka jest głosem młodego człowieka. Po prostu nigdy w życiu nie palił, nawet w szkole średniej, w ogólniaku, gdy koledzy palili i namawiali go do tego" - czytamy w książce. Dziennikarz Andrzej Krystek - jeden z bohaterów książki - do Bydgoszczy przeprowadził się w 1970 roku. I większość zawodowego życia spędził właśnie przy ul. Gdańskiej, gdzie mieści się redakcja Polskiego Radia Pomorza i Kujaw. - Mniej ludna jest ta ulica, bo wszyscy jeżdżą samochodami. Kiedyś to były tłumy na chodnikach, były szerokie chodniki. Troszeczkę wystawałem nad przeciętny wzrost przechodnia, mieszkańca, więc trzeba było patrzeć nad głowami - wspomina radiowiec.

Autor książki, urodzony bydgoszczanin - jak podkreśla - zna tu każdy fyrtel. Nie wyklucza, że wkrótce opisze następne.