Do niecodziennego zdarzenia doszło na Placu Pokoju Toruńskiego. Auto jadące od strony ul. Sobieskiego przebiło płot i spadło na torowisko. Kierowca pojazdu najpierw uciekł z miejsca zdarzenia, a następnie sam zgłosił się na policję. Aktualnie policjanci zajmują się zbieraniem materiału dowodowego, który później trafi do prokuratury.

- Mężczyzna jadący mercedesem, od strony ulicy Sobieskiego włączając się na rondo, zamiast pojechać w prawą stronę, tak jak wskazuje ruch pojechał na wprost. Tam wjechał w teren zielony, następnie uderzył w betonowe ogrodzenie, dalej przejechał, spadł z kilkumetrowej skarpy, pojazd dachował i spadł bardzo blisko torowiska. Kiedy policjanci pojechali na miejsce okazało się, że nie ma wewnątrz kierowcy, po prostu, nie ma nikogo. Liczyliśmy, że osoba się z nami skontaktuje, jednak to się tak nie stało. Policjanci dotarli do właścicielki tego pojazdu, a ona stwierdziła, że dała go swojemu synowi. Jak się okazało, mężczyzna wiedząc, co się stało unikał nas, unikał kontaktu z policjantami, po czym po kilkunastu godzinach, czyli po godzinie 13.00 w niedzielę zgłosił się do komisariatu policji Toruń Śródmieście. Tam został przebadany na obecność alkoholu w organizmie, ale też wynik był negatywny, natomiast pobrana została od niego krew celem dalszych badań i dołączenia tego jako materiał dowodowy do tego materiału, który jest w tej chwili gromadzony przez śledczych. Niewykluczone, że mężczyzna usłyszy zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo, ale o tym zdecyduje prokuratura. W ogóle tłumaczył się, że zasnął i stąd całe zdarzenie miało miejsce, natomiast, w żaden sposób nie był wstanie wytłumaczyć dlaczego oddalił się z tego miejsca - relacjonuje Wioletta Dąbrowska, rzecznik prasowy KMP Toruń.