„Czy w bydgoskim ratuszu jeszcze ktoś zajmuje się rządzeniem?” - pytają członkowie partii Wolność i zarzucają prezydentowi Bruskiemu rozpoczęcie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze. Chodzi o cykl otwartych spotkań z mieszkańcami Bydgoszczy, dotyczących aktualizacji strategii miasta.

- Jest to oburzające, że jest to kampania prowadzona za publiczne pieniądze, gdyż zaproszenia są wysyłane przez Urząd Miasta, wszystkie materiały informujące o spotkaniach sygnuje urząd miasta - mówi Marcin Sypniewski, prezes regionu kujawsko-pomorskiego partii "Wolność".

Zdaniem Sypniewskiego o wyborczym charakterze spotkań ma świadczyć fakt, że odbywają się one we wszystkich okręgach wyborczych. „Takie spotkania były od dawna planowane i nie mają związku z wyborami samorządowymi” - odpowiada na to ratusz. - Spotkań odbyło się już sześć, trwają konsultacje społeczne. To absurdalny zarzut: czy prezydent miałby nie wychodzić z gabinetu? Wtedy usłyszałby, że się nie spotyka z mieszkańcami. Spotkania są w ramach konsultacji społecznych - wyjaśnia Michał Sztybel, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Ratuszowi urzędnicy zapowiadają, że spotkania prezydenta z mieszkańcami w ramach konsultacji społecznych będą kontynuowane.