17 lat więzienia dla Dariusza W. Mężczyzna stanął przed bydgoskim Sądem Okręgowym za skatowanie 4-miesięcznego dziecka i znęcanie się nad rodziną. W październiku 2016 roku mężczyzna pobił małą Oliwię tak, że dziewczynce grozi trwałe kalectwo. W toku postępowania okazało się, że gehenna dwóch córek i żony Dariusza W. trwała cztery lata. Mężczyzny nie doprowadzono na publikację wyroku.

Znęcał się psychicznie i fizycznie nad całą rodziną: żoną i dwiema córkami. Ale szczególnie okrutnie potraktował 4-miesięczną Oliwię. Był październik 2016 roku. Dariusz W. został w domu sam z dziećmi. Najpierw pięścią uderzał w główkę dziewczynki, a następnie rzucił nią o podłogę. Matka wezwała pogotowie dopiero na drugi dzień, gdy zauważyła, że z dzieckiem nie ma już kontaktu. Dariusz W. tłumaczył, że Oliwię uderzyła jej siostra. Ale biegli wykluczyli, by dwuletnie dziecko mogło skatować niemowlę kubkiem-niekapkiem. - Nie budzi wątpliwości sądu, że urazy powstały w wyniku rzucenia dzieckiem na podłoże. Biegła określiła, że musiało to być z większej wysokości - argumentuje Barbara Malatyńska, sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

24-latek nie został doprowadzony w poniedziałek do sądu. Wyroku słuchała jego żona, kobieta nie zgodziła się jednak na komentarz. 15 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa i 2 lata pozbawienia wolności za znęcanie się nad rodziną. W sumie -17 lat w więzieniu ma spędzić Dariusz W. Prokurator wnioskował o 25 lat, dlatego nie wyklucza apelacji. - Musiał też sąd brać pod uwagę, że oskarżony działał z zamiarem ewentualnym, nie chciał zabić dziecka - tłumaczy sędzia Malatyńska.

O to, by Oliwia przeżyła długo walczyli lekarze Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr Antoniego Jurasza w Bydgoszczy. Teraz dziewczynka przebywa w hospicjum św. Elżbiety w Złotowie.

W trakcie śledztwa okazało się, Dariusz W. znęcał się nad córkami i żoną przez cztery lata. Sąd zakazał mu kontaktowania się i zbliżania do ofiar. Rodzina może czuć się bezpieczna. Ale w takich sytuacjach, zawsze pojawia się pytanie: „Czy tragedii można było uniknąć?”. Trudno szukać winnych wśród służb, bo przemocy w tym przypadku nikt nie zgłosił. Dariusz W. nie miał „niebieskiej karty”. A jego żona nie prosiła nikogo o pomoc. - Bardzo trudno przerwać ten łańcuch przemocy i bardzo trudno z tej przemocy wyjść. Wiele jest sytuacji, kiedy kobiety - nam się wydaje, oceniamy - w tej przemocy tkwią i dopuszczają. Też tu trzeba wczuć się w ofiarę przemocy, która w życiu całym funkcjonuje tymi mechanizmami: to jest wyuczona bezradność, niemoc - przyznaje Beata Sulima, koordynator ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy.

Rodzinny dramat pozostaje wtedy w „czterech ścianach”. Dopóki nie dojdzie do tragedii... - Ja jestem przerażony tym, co się dzieje, bo w poprzednich latach tylu zdarzeń przemocy wobec dzieci żeśmy nie odnotowywali - nie kryje Robert Lubrant ze Stowarzyszenia „Bezpieczeństwo Dziecka".

”Jest coraz więcej przypadków przemocy wobec najmłodszych” - biją na alarm służby. Tylko od początku roku, w regionie, rodzicom odebrano 77 dzieci. - Nie ma tych elementów związanych z prawdziwym wychowywaniem, dbaniem o dziecko; tą wiedzą, która jest potrzebna do wychowywania dzieci. Drugą z przyczyn jest agresywność, która się u nas w ostatnich latach wzmogła. Młodzi ludzie nie potrafią tych frustracji swoich wyładować, więc wyładowują się na tym najsłabszym - ocenia Robert Lubrant.

Często pierwsze sygnały, że w rodzinie źle się dzieje, nadchodzą nie od ofiar, a od środowiska: rodziny, sąsiadów, nauczycieli czy pracodawców. Wrażliwość i reagowanie na ludzką krzywdę może uratować tych, którzy sami bronić się nie potrafią.