Wolność wypowiedzi, prawo do strajku i tworzenia związków zawodowych – to, co dziś wydaje się oczywiste, w czasach PRL było brutalnie zwalczane. Odczuli to zwłaszcza działacze opozycji, którzy w 1982 roku trafili do wojskowego obozu Chełmnie. Po latach doczekali się sprawiedliwego wyroku i ukarania odpowiedzialnych za bezprawne internowanie. O skazaniu byłych generałów SB odpowiedzialnych za tworzenie obozów mówili w piątek byli działacze opozycyjni oraz związkowcy „Solidarności”.

Wojskowe obozy internowania w Chełmnie - dla 304 umieszczonych tu w 1982 roku działaczy opozycji to nie były ćwiczenia, a forma represji i znęcania się. Nie było wobec nich podstaw do internowania, więc Służba Bezpieczeństwa wymyśliła skoszarowanie. Była zima. Umieszczono ich w namiotach, tuż nad Wisłą. Okolicznym mieszkańcom przekazano, że to kryminaliści. Zbigniew Pluciński był jednym z najmłodszych w obozie. Tak jak inni, zamiast broni, do ręki dostał łopatę: kazano mu wykopać m.in. rów pod wojskowego skota. - To takie samobieżne duże samochody, które musiały być ukryte- to ile można było wyrzucić tych łopat z gliną do góry na wysokość 2 metrów - opowiada Zbigniew Pluciński, członek Stowarzyszenie Osób Internowanych "Chełminiacy 1982"

Tak traktowano ludzi, którzy mieli odmienne poglądy polityczne i myśleli o zrzeszaniu się w wolnych związkach zawodowych. - Był tam wyraźny rozkaz, żeby tych ludzi trzymać i nie zwalniać jak najdłużej do cywila. Mieli zostać nawet chorzy. Po operacjach trafiali z powrotem na poligon do jednostki i nie byli zwolnieni z ciężkich prac fizycznych - wspomina Tadeusz Antkowiak, przewodniczący Stowarzyszenia "Chełminiacy 1982".

Z 304 internowanych w chełmińskim obozie, nie żyje już 56 osób. Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej, wszczęte jeszcze w 2008 roku na wniosek pokrzywdzonych, doprowadziło po 10 latach do finału sądowego. Warszawski Sąd Rejonowy skazał w czwartek generałów SB - Władysława C. i Józefa S. - na dwa lata więzienia za nadużycie władzy, zbrodnię komunistyczna i zbrodnie przeciwko ludzkości. Zamiarem oskarżonych było naruszenie podstawowych praw człowieka do tworzenia związków zawodowych, przystępowania do nich i prawa do strajku. - Chcieli strajkować, chcieli się temu przeciwstawić i tego im zabroniono. I w jaki sposób? Właśnie w ten perfidny sposób wykorzystano mundur Wojska Polskiego, wykorzystano Wojsko Polskie, żeby zakamuflować sposób pozbawienia wolności, internowania, bo tak to trzeba nazwać - uświadamia Mieczysław Góra, prokurator Delegatury IPN w Bydgoszczy.

Podobne obozy były w 13 innych miejscowościach w kraju. Komunistyczne władze miały świadomość, że postępują niezgodnie z obowiązującym ówcześnie prawem. Dlatego rozkazy o umieszczaniu opozycjonistów w wojskowych obozach internowania miały być niszczone. Przetrwały jednak, a po latach dotarł do nich pion śledczy bydgoskiej Delegatury IPN. - Ten wyrok pokazuje, że i w tamtych czasach, i dzisiaj każdy związkowiec ma wolność do tego, żeby się zrzeszać - podsumowuje Sebastian Gawronek, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność".

Skazani generałowie nie przyznali się do winy. Mają prawo do apelacji od wyroku. Dla bezprawnie przetrzymywanych w obozach w latach 80. to przełomowy wyrok. - Ja się nie czułem w tym momencie żołnierzem, tylko prześladowanym - wyznaje Zbigniew Pluciński.